Obraz przedstawia stylizowane wnętrze wielkiej hali fabrycznej, w której ludzie maszerują w stronę perspektywy. Centralnie umieszczony jest baner z napisem 'FABRYKA OGARNIĘCIA' oraz 'TU PRODUKUJEMY LEPSZĄ WERSJĘ CIEBIE', a po lewej unosi się czerwony balon w kształcie serca z logo 'EmocjePro'. Po prawej stronie widać tablicę z hasłami takimi jak 'Wydajność', 'Balans', 'Pasja', 'Zdrowie', 'Sukces', co sugeruje motywacyjny charakter miejsca.

Dlaczego nie jesteś w stanie ogarnąć wszystkiego? Prawda o wypaleniu i kulturze zapierdolu

Nie da się ogarnąć życia, bo człowiek nie jest urządzeniem wielofunkcyjnym…

Zainspirowało mnie takie pytanie o poradę na reditt:


Potrzebna Rada:
Jak utrzymać postęp w wielu obszarach życia bez wypalenia się? Często czuję, że chcę jednocześnie doskonalić się w zbyt wielu rzeczach...

Jak media piorą nam mózgi

Niektóre artykuły (głównie w kobiecych, luksusowych pismach) powinny mieć ostrzeżenie jak fajki.

UWAGA: czytanie może wywołać myśli, że zmarnowałyście życie, źle zarządzacie czasem i natychmiast musicie kupić lnianą pościel albo OSTRZEŻENIE: Występujące w tekście postaci mogą być niereprezentatywne dla gatunku ludzkiego albo
STOP: Ten tekst zawiera śladowe ilości rzeczywistości. W razie wystąpienia powyższych objawów przerwij lekturę i porozmawiaj z kimś sensownym.

Unikam jak ognia

No ale nikt na to nie wpadł. Nie będę Wam ściemniać był kiedyś czas, że sama je kupowałam i nie dość że kupowałam to jeszcze wierzyłam w każde słowo. Dzisiaj czytam je na mieście. To mnie właściwie ekscytuje, zawsze zastanawiam się czy tym razem znowu będzie tam ten sam znany bełkot? Najczęściej trafiam na nie w poczekalni u dentysty. Idealny moment, bo zaraz za ciężkie pieniądze czekają mnie tortury, poza tym dowiem się że za mało nitkuje (czyli to wszystko moja wina) więc dlaczego nie dobić się artykułem który dobitnie uświadomi mi jak wielkim nieogarem jestem (wiadomo że wszystkie postaci z artykułu nitkują zęby i nie boją się dentysty).

Okładka fikcyjnego kobiecego magazynu „Kobieta” z lipca 2026 roku, utrzymana w pastelowej, eleganckiej estetyce. Na okładce widać spokojną kobietę z kubkiem, obietnice idealnej rutyny, balansu i lepszego tygodnia oraz mały brudnoróżowy balonik-serce z napisem EmocjePro. Dolną połowę okładki zajmuje duże ostrzeżenie zdrowotne stylizowane na ostrzeżenie z paczki papierosów: artykuł zawiera ponad 70 substancji wywołujących wstyd, może powodować porównania, napięcie szczęki i potrzebę kupienia kolejnego planera, a problemem nie jest tylko zarządzanie czasem, lecz kapitalizm i 24-godzinna doba.

Z namaszczeniem otwieram więc eleganckie, wydrukowane na kredowym papierze pismo. Nie musiałam długo szukać, oto jest: KOBIETA SUKCESU. Współczesna święta, ale co tam przecież nie będziemy się szczypać:

Bogini zarządzania

bo wszechświat ma poczucie humoru dość chamskie, choć trzeba przyznać, że konsekwentne.

Otwieramy więc takie pismo. Papier gruby, zdjęcia piękne, ludzie na okładce wyglądają tak, jakby nigdy nie jedli nad zlewem, nie szukali ładowarki w panice i nie mieli w telefonie siedemdziesięciu trzech nieodpisanych wiadomości. I tam jest ona. Kobieta sukcesu. Nasza współczesna święta od zarządzania sobą.

Prowadzi firmę, zarządza pięćdziesięcioma osobami, ma trójkę dzieci, cudownego partnera, jogowe zdyscyplinowane ciało, zawsze zdąży sobie zrobic (własnoręcznie, była na kursie!) masaż gua shua czy kobido, ćwiczy, medytuje, je zdrowo i gotuje! podróżuje, rozwija się, zna swoje wartości, śpi wystarczająco…Troje dzieci uśmiecha się w tle, rosną cicho i ekologicznie podobnie jak partner który ją „zawsze wspiera”. Można założyć że zaprojektowano go w tajnym szwajcarskim laboratorium a wyprodukowano zapewne w Chinach (no bo to niezbyt legalne jest). Nie muszę dodawać że wszędzie otacza Ją miękkie twarzowe światło, szlachetne surowce i naturalne tkaniny a koty i psy zawsze leżą elegancko w odpowiednio skadrowanym miejscu.

Reklama 'Partnera Wspierającego Model E-24' z mężczyzną i cechami produktu.

UWAGA!

Tutaj w ogóle nie chodzi o bohaterkę wywiadu. Ona nie jest niczemu winna!
Ta kobieta z pewnością ciężko pracuje, naprawdę jest zdolna i naprawdę bywa zmęczona. Bardzo często w wywiadzie napomyka o tym że korzysta z pomocy. Tyle że to się nie klika, więc jest skrzętnie edytowane. Do nagłówka idzie: ona łączy karierę, rodzinę i rozwój. A informacja o pomocy ląduje gdzieś w szóstym akapicie, między marką serum a zdaniem o tym, że najważniejsze to słuchać siebie.

Jeden prawdziwy artykuł

Chciałam znaleźć jakiś artykuł który byłby inny, w końcu znalazłam, JEDEN (a szukałam własnoręcznie oraz z AI). Nagle w tym Disneylandzie pojawia się Młynarska. Nie bogini zarządzania, tylko kobieta która ma dość i mówi to publicznie: już się narobiłam, teraz chcę pożyć. Spokojnie opowiada, ile lat spędziła w roli darmowej opiekunki: dla dzieci, partnerów, rodziców, widzów i że musiała z tego wyjść, żeby mieć własne życie. W tym jednym dosłownie tekście (którego zresztą sama jest autorką) możemy wreszcie przeczytać, że życie nie dzieje się samo, że życie to godziny przepracowane w kuchni, ze ścierką, na wywiadówce, na infoliniach NFZ… jeden artykuł…

Ustawione Instagramy

Reklama "Kobieta 2.0" z wizją ideału i ostrzeżeniem.

My to niby wiemy. Wiemy że te wszystkie instagramy i artykuły są ustawione. Jednak mózg prany latami tak łatwo się nie podda. Szybko, za szybko coś w nas zaczyna znowu jadowicie szeptać: może my też? Może gdybyśmy wstawały wcześniej, ćwiczyły regularnie, medytowały i planowały to wreszcie stałybyśmy się pełną wersją człowieka. Nie szkicem z błędami, rozmazanym ołówkiem w brudnopisie, tylko wydaniem finalnym. Kobietą 2.0. ze świeżutką aktualizacją: spokój wewnętrzny i edycja limitowana: vibe zen.

Pewnie niewiele nam to da ale i tak spróbuję, rzucić wyzwanie wewnętrznemu krytykowi, otóż:

żadna z nas nie jest aplikacją! OK?! To nie Matrix, nie da się nam wgrać brakujących modułów podczas snu…

Szkoda. Sama mam chrapkę na kilka takich aktualizacji, byłoby cudownie gdybym się obudziła jutro z taką informacją na siatkówce oka:

  • naprawiono błędy krytyczne,
  • usunięto lęk przed oceną,
  • wgrano moduł regularnej siłowni a w bonusie patch selera naciowego.

Zamiast tego budzę się z odgniecioną poduszką na oku, po ostatnim budziku i gdybym nie musiała się tak potwornie spieszyć zapewne z refleksją typu: dlaczego nie zostałam jednorożcem?

ps. na końcu artykułu wrzuciłam kalkulator ile potrzeba czasu na obowiązki (w tym na te rzeczy które zwykle radzą nam poradniki) zobacz co Ci z tego wyjdzie.

Fabryka ogarnięcia

Ludzie wchodzą do 'Fabryki Ogarnięcia' na rozwój osobisty.

Współczesna kultura przypomina wielką fabrykę ogarnięcia. Nie taką (jak na załączonym obrazku) starą, romantyczną fabrykę z cegły, gdzie ktoś w czapce pali papierosa pod bramą, a w powietrzu unosi się zapach smaru i rewolucji. Bardziej ogromną, sterylną halę z miękkim światłem, motywującymi napisami na ścianach i działem dobrostanu pracowników, gdzie raz w tygodniu dają owoce w pakiecie z kodem do aplikacji mindfulness.

Na wejściu stoi człowiek: trochę zmęczony, trochę śmieszny, trochę pogubiony, z historią, ciałem, rachunkami, lękiem, potrzebą bliskości i jakimś bólem (może fizycznym, może psychicznym).
Na wyjściu ma być produkt idealny:

  • wydajny pracownik,
  • świadomy partner,
  • cierpliwy rodzic,
  • zadbane ciało i porządnie wyregulowana psychika, adekwatne, w sam raz, libido,
  • gibki kręgosłup, gładka i pogodna twarz,
  • czyste mieszkanie, sensowne konto oszczędnościowe,
  • wewnątrz i wszędzie naokoło akceptacja siebie (ale bez przesady, arogancji nie akceptujemy).

W naszej fabryce praca wre

Roboty balansują aspekty życia: praca, zdrowie, sen, dom, emocje.


Taśma produkcyjna kariery: proszę być elastycznym i zdeterminowanym, samodzielnym i zespołowym, kreatywnym i trzymać się procedur, koniecznie autentycznym i żyjącym kulturą naszej organizacji…
Taśma zdrowia: spać i wstawać rano, ćwiczyć, jeść zdrowo, oddychać przeponą, robić badania i nie googlować wyników, wychodzić na słońce i używać SPF 50, odpoczywać i pozostawać aktywnym i nie przesadzać ze śmiertelnością, bo nam psuje wykresy.
Taśma relacji: komunikować potrzeby i nie być roszczeniowym, okazywać emocjach i nie zalewać emocjami, nie unikać konfliktów i nie eskalować konfliktów, stawiać granice i nie budować murów, umieć odpuszczać i nie być wycieraczką, być blisko i dawać przestrzeń, nie być zależnym i nie być zbyt niezależnym, prosić o wsparcie i umieć regulować się samemu, ufać i nie być naiwnym, być spontanicznym i przewidywalnym.

Taśma domu, taśma czasu wolnego, taśma work-life balance, taśma rozwoju osobistego… Ta fabryka nie ma końca. I wszyscy udajemy, że tak ma być, że to jest normalne, że tak ma wyglądać życie.

Praca, relacje: 2 kierowniczki zmiany

Weźmy pierwszy z brzegu, typowo ludzki konflikt wewnętrzny: praca i bliskość. Erikson dawno już o tym pisał (napięcie między intymnością a izolacją,1968) i nasze cudowne gazetki tłuką temat od kiedy pamiętam. Czyli niby żadne wielkie odkrycie, zero fajerwerków, nikt nie dostanie statuetki w kształcie mózgu.
A przecież wielu z nas (ludzi) dokładnie na tym się wykłada.

Dwie kobiety symbolizujące pracę i relacje w intensywnej dyskusji.

Siedzą we mnie te 2 kierowniczki zmiany i dyskutują albo jawnie się drą na siebie:

Praca jest ważna, ale pieniądze też są ważne! Ludzie polegają na tobie, masz odpowiedzialność.
Miłość jest najważniejsza i przyjaźń i relacje! To kwestia zdrowotna nie fanaberia! Poza tym jesteś matką!


no taaak…

Praca, dopamina, działanie

Praca = tryb dopaminowy = tryb działania.
Układ nagrody, kocha zadania, odhaczanie, maile, projekty i ten cudowny strzał: chcę więcej przy każdym wykreślonym zadaniu na liście (Berridge, 2007; Kringelbach & Berridge, 2016). Ma prostą instrukcję obsługi: bądź ambitna, szybka, odporna, kreatywna i ciesz się że masz pracę!
Jeśli przestajesz pracować, mózg dopaminowy pyta, czy na pewno zasługujesz, żeby tu być.

Relacja, oksytocyna, bycie

Relacja = tryb oksytocynowy = tryb bycia.
Sieci przywiązania działają na dotyk, spojrzenie, wspólne siedzenie na kanapie.
Na ciepłe: jestem bardziej niż na: zrobiłam.
Neurobiologia więzi pokazuje, że oksytocyna i cały system przywiązania uruchamiają się, gdy ktoś jest emocjonalnie i fizycznie obecny, a nie tylko widoczny w okienku kamerki (Feldman, 2012). Relacja ma swój zestaw wymagań: bądź obecna, czuła, uważna, słuchaj, naprawiaj, rozmawiaj, dotykaj, nie uciekaj w telefon, nie odpowiadaj: mhm tonem człowieka, który ma najlepsze intencje, tylko jego mózg jakieś 1% baterii (Crockett, 2009).

Oba światy chcą całego człowieka. Praca nie chce twojej resztki, która siedzi na spotkaniu, ale w środku liczy, ile zostało prania. Relacja nie chce twarzy przy stole i umysłu w skrzynce mailowej. I to nie kaprys i nie fanaberia. Neurobiologiczny żart polega na tym, że naprawdę nie da się być w dwóch trybach naraz. Mózg nie potrafi w wielozadaniowość. Kiedy odpala system dopaminowy, żeby dowieźć projekt, trudno jednocześnie włączyć oksytocynowy tryb bycia, bo to wymaga spowolnienia, dostrojenia się, czasu z niepodzielną uwagą (Berridge, 2007; Feldman, 2012). Siegel nazywa to oknem tolerancji: układ nerwowy działa, kiedy nie jedzie na gazie i ręcznym jednocześnie, a właśnie do tego zmusza nas współczesny styl życia (Siegel, 1999).

Praca i relacje: dwa mózgi, jeden człowiek

Dziecko nie chce mamy w wersji demo. Nasze ciało nie chce być serwisowane raz na kwartał jak klimatyzacja. Układ nerwowy potrzebuje systematycznej regulacji, a nie sezonowego przeglądu (Siegel, 1999). A my mamy jedną dobę, jedno ciało i jeden układ nerwowy, który jest jak laptop z 2014: niby działa, ale wentylator wyje, ekran się zacina, a my klikamy w kolejne okienka z nadzieją, że nie zawiesi się właśnie kiedy najbliższa osoba mówi coś ważnego (Siegel, 1999).

Człowieka trzeba chronić


I w tym momencie kultura powinna powiedzieć: oczywiście, człowiek ma swoje ograniczenia, trzeba go chronić. Ale kultura zapierdolu nie jest od chronienia człowieka. Ona jest od dokładania mu kolejnych obowiązków i mówienia: fantastycznie! tylko jeszcze uśmiech bardziej naturalny.
W świecie, który nagradza nas dopaminowym strzałem: mail, powiadomienie, nadgodzina i jednocześnie zabiera czas potrzebny oksytocynie na zbudowanie więzi, wejście w tryb bycia staje się ekstrawagancją, a nie konieczną, podstawową funkcją życia (Kringelbach & Berridge, 2016; Feldman).

Mit naturalnej harówki

Jaskiniowiec rysuje piktogramowy plan dnia na skalnej ścianie.

No dobrze, powiecie, może tak po prostu jest. Może człowiek od zawsze musiał ciężko pracować. Może jaskiniowiec też wstawał o piątej, patykiem rozpisywał sobie priorytety na dzień, szedł upolować antylopę, po drodze zbierał uważnie jagody. Wieczorem rozwijał markę osobistą i mówił do partnerki: Kochanie, nie teraz, mam jeszcze networking przy ognisku, no i moje skalne jelenie se same zasięgów nie zrobią?

Antropologia rozwala system

Antropologia wchodzi do fabryki niczym kontrola Sanepidu. Trochę źle ubrana, wygnieciona (nie może dojść do siebie od covidu), z miną osoby, która dawna chciała coś powiedzieć, ale nikt jej nie zaprosił do podcastu. Odsuwa obleśną szafkę z wielkim napisem TAK JUŻ JEST, NIE PYTAJ i mówi:

James Suzman opisuje społeczności pierwotne np. Ju/’hoansi, którzy na zdobywanie jedzenia (ich jedyna praca) poświęcają około piętnastu–siedemnastu godzin (Suzman, 2020).

Tygodniowo.

Nie dziennie.

15? serio? 15 godzin to mi zajmuje leżenie w łóżku, gapienie się w sufit i paniczne nienawidzenie faktu, że za chwilę poniedziałek.
Do tego dochodzi samoobsługa (gotowanie, opieka, naprawy itp). Ale nawet jak to doliczymy, wciąż nie jest to współczesny tryb: praca, druga praca, praca nad sobą, praca nad związkiem, praca nad ciałem, praca nad odpoczynkiem. Potem szybka praca nad tym, żeby nie wyglądać jak zwłoki wyciągnięte z Wisły. Antropologia patrzy na protokół, potem na nas i mówi: zamykam ten pierdolnik, ten gatunek już dawno stracił instynkt samozachowawczy.

15h robi wrażenie

Oczywiście, nie róbmy z tego bajki o szczęśliwych ludziach biegających nago i śpiewających z zebrami. Tam też istnieją choroby, śmierć, zazdrość, ból, i paskudne dramy. Daj nam, ludziom dwa patyki i zero zmartwień, my i tak błyskawicznie nakręcimy jakąś gównoburzę – nie potrzebujemy do tego internetu. Przyznajcie jednak że sama ta liczba, 15h robi wrażenie. Może przeciążenie nie jest naszym naturalnym stanem? Może powinniśmy pracować minimalnie a potem być z innymi, śpiewać, śmiać się, kłócić czy milczeć. Wsłuchiwać się w ciszę, patrzeć w płomień ogniska, zachwycać się nieskończonym, pokrytym gwiazdami nieboskłonem?
Może ten plastikowy zarządca niewolników którego z dumą nosimy na nadgarstku, a który rano ma do nas pretensje, że nieefektywnie spaliśmy to nie jest jednak najlepszy pomysł? Jak to w ogóle możliwe że pozwalamy jakimś urządzeniom nas od rana oceniać?

Może człowiek nie został zaprojektowany żeby całe życie udowadniać, że zasługuje na to by istnieć?

PZU: zdrowie psychiczne

Sanepid już zamknął fabrykę ogarnięcia teraz przyszedł rzeczoznawca z PZU (ma oszacować szkody). Tylko szkodą jesteśmy my sami.
W dużym duńskim badaniu około 29% osób miało diagnozę zaburzenia psychicznego. To sporo, ale na luzie upchniemy to w naszej ulubionej szufladzie: to ci inni. Ci bardziej krusi. Ci nadwrażliwi. Ci, którzy widocznie nie używają aplikacji do oddychania kwadratem. Cóż tylko kiedy badacze doliczyli także osoby, którym przepisano leki psychotropowe, wyszło 82,6 procent (Kessing i in., 2023)… W słynnym badaniu Dunedin, gdzie ludzi badano, zamiast czekać, aż pójdą do psychiatry, do 45. roku życia jakieś zaburzenie psychiczne zaliczyło 86% badanych (Caspi et al., 2020).
Szufladka inni się już dawno nie domyka, teraz w tej szufladzie siedzi cały autobus. Wszyscy. Pasażerowie, kanar + kierowca który patrzy przed siebie tępym wzrokiem, jakby marzył o tym żeby nikt się do niego nie odzywał.

Niepokojący obraz

Tylko wiecie jak jest z takimi liczbami, czy z internetem. My uwielbiamy rzucać takimi szokującymi statystykami (taaaa, wiem coś o tym). Dlatego podkreślam nie chodzi o to, że 3/4 planety kruszy sobie prozac do owsianki tak samo jak nie każdy kto dostanie receptę jest od razu głęboko zaburzony. Moim zdaniem jednak obraz który się wyłania jest nie mniej niepokojący:

że jak obedrzemy nas z instagramowych uśmiechów i popatrzymy na fakty (dane medyczne), to prawie każdy z nas pęka. Prawie każdy dochodzi do ściany. Prawie każdy potrzebuje pomocy. Recepty, terapii, snu, spokoju i kogoś, kto nie powie: weź się w garść, bo przecież właśnie ta garść już nie dała rady i wszystko wysypało się na podłogę.

Bardzo się cieszę że jakaś pomoc jest dostępna i super że są leki i że wielu osobom pomagają. Bo leki to nie jest jakaś czarownica która wyssie z Ciebie duszę, zniewoli a potem sponiewiera. Leki to często jedyny ratunek, który sprawia że wstajemy z łóżka, myjemy zęby, robimy dzieciom śniadanie. Nie to jest problemem, problemem jest ta chora fabryka.

Uroczy ssak z sawanny

Wzięliśmy uroczego ssaka z sawanny i wrzuciliśmy do szklanego labu gdzie badamy Jego odporność psychiczną i od kilku tysięcy lat dokręcamy Mu śrubę, od 250 robimy to już bez żadnych hamulców.

Fabryka: dostałam tanie rzeczy → straciłam wolność (Thompson, 1967; Anderson, 2017).
Zegarek: dostałam dokładny czas → straciłam swój własny rytm (Thompson, 1967; Working Time Society, 2019).
Elektryczność: dostałam światło → straciłam swoją noc (Davis et al., 2023).
Samochód: dostałam szybkość → straciłam aktywność fizyczną (Merom et al., 2018).
Biuro: dostałam wygodę → straciłam sprawność kręgosłupa (Hallman et al., 2024).
Telefon: dostałam kontakt → straciłam bliskość (Kiesler et al., 2002; Sherman et al., 2013).
Internet: dostałam wiedzę → straciłam ciszę (Roetzel, 2019; Bunker et al., 2024).
Smartfon: dostałam świat w kieszeni → straciłam obecność (Ward et al., 2017).
Social media: dostałam publiczność → straciłam spokój z samą sobą (Yang et al., 2021).
Praca zdalna: dostałam wygodę → straciłam dom (van Zoonen & Sivunen, 2021).
AI: dostałam czas → straciłam czas, bo natychmiast miałam więcej do zrobienia (Ranganathan & Ye, 2026).

No więc ten nasz ssak którego obsypaliśmy prezentami jednocześnie obciążając samotnością, wstydem i bezlitosnym tempem życia jakoś próbuje przetrwać i potem jeszcze słyszy komentarze: Ciężko Ci?! No co Ty! Masz przecież wszystko, zresztą rozejrzyj się, wszyscy jakoś dają radę.

Serio? No nie wiem… A może większość wcale nie daje rady, tylko nauczyła się lepiej udawać na insta?

Dystymia, czyli smutek z identyfikatorem pracownika

TADAM. Teraz nasza gościni honorowa: dystymia czyli uporczywe zaburzenie depresyjne, bo już wiemy że nauka zawsze znajdzie nazwę typu grudniowy wilgotny korytarz w przychodni.

(mam zresztą teorię, że istnieje specjalna komisja która wyłącznie tym się zajmuje, wymyślaniem nazw dla nauki. Mam wrażenie że wśród Jej członków jest wręcz jakiś chory plebiscyt w kilku kategoriach: najnudniejsza nazwa, najohydniejsza, niemożliwa do zapamiętania itd.)

komisja nazywania naukowych terminow emocjepro


Dystymia jest dyskretna, nie nosi czarnej sukni z trenem, nie wpada dramatycznie z hukiem do salonu. To byłoby zbyt proste. Dystymia podstępnie siedzi od lat przy stole, w zwyczajnym swetrze, z kubkiem herbaty, i mówi: już bez przesady, przecież daję radę.
To właśnie jej największy dar, potrafi udawać charakter, nie przypomina choroby (czy tam zaburzenia).

Definicja jest prosta, obniżony nastrój musi trwać minimum 2 lata i trzeba dorzucić kilka objawów. W tych linkach które przed chwilą podałam możecie doczytać kryteria, ale ja Wam powiem że to jest coś a la listopad w piwnicy. Można tam zejść, nawet jest światło i wszystko urządzone, tylko wilgoć wchodzi w kości i po jakimś czasie już nie pamiętamy jak upojny bywa maj.

Grzeczna Depresja

Dystymia to taka ugrzeczniona depresja. Pracuje, robi wszystkie obowiązki, nie zalega w łóżku, nie narzeka na potworną bezsenność i normalnie się z nią gada. Nikt by nie pomyślał że coś tam nie gra. To bardziej skryte, ukryte w samej głębi siebie czarne, samotne, betonowe miejsce bez światła, smaku i ruchu.
Nasza kultura uwielbia taką grzeczną depresję. Nie psuje wyników, nie leży ostentacyjnie na środku open space’u i nie zalewa się łzami szlochając. Może nie jest idealnym pracownikiem (bo już ciut się wypaliła) ale generalnie dowozi. Może i jest martwa w środku ale za to punktualna.
Wysoko funkcjonująca to tez jest niezły termin. Czyli umieram w środku, ale nie robie nikomu kłopotu. Płaczę poza godzinami pracy, nie psuję spotkań jakimś marudzeniem, nie walę prawdą w twarz w windzie. Robię co do mnie należy a potem padam niczym króliczek Duracell1 ale dyskretnie, na zapleczu.

Kobieta w biurze uśmiechnięta, a w środku smutna i samotna.

Pracoholizm, czyli respirator z maili

Do dystymii często dołącza praca. Nie zawsze jako przyczyna, nie zawsze jako skutek, czasami jako bardzo elegancki wspólnik. Pracoholizm wchodzi do fabryki w dobrze skrojonym garniturze. W życiu nie powiedzielibyśmy że to problem, wręcz przeciwnie to czysta ambicja. Odpowiedzialność, zaangażowanie, pasja, standardy. mmmm standardy… Nasi mali bogowie przemocy.

Człowiek mówi: ja po prostu lubię pracować. Czasami to prawda. Praca może dawać sens, strukturę, sprawczość, pieniądze, wspólnotę, poczucie kompetencji. Nie będziemy teraz udawać, że praca jest wyłącznie złem. Problem zaczyna się, kiedy praca nie jest pracą:

  • jest metodą regulowania emocji, cisza robi się zbyt głośna włączamy kolejne zadanie.
  • odpoczynek wywołuje poczucie winy albo wręcz wstyd.
  • człowiek pracuje wyłącznie dlatego że kiedy się zatrzyma z szafy wypadają trupy a z piwnicy wyłażą i atakują trudne pytania.

Koszt pracoholizmu?

Badania nad pracoholizmem nie mówią, że każdy, kto dużo pracuje, ma problem, bo wtedy musielibyśmy zdiagnozować pół świata, włącznie z ludźmi, którzy po prostu mają kredyt, dzieci i szefa z fantazją kolonizatora. Ale pokazują coś ważnego. W dużym badaniu Andreassen i współpracowników wśród pracoholików:

  • 32,7% spełniało kryteria ADHD (vs. 12,7% u niepracoholików),
  • 25,6% kryteria OCD (vs. 8,7%),
  • 33,8% kryteria lęku (vs. 11,9%), a
  • 8,9% kryteria depresji (vs. 2,6%) (Andreassen et al., 2016).

Czyli to czasami podziwiamy a na pewno nasza kultura wychwala pod niebiosa, pracowitość, dyscyplina to tak naprawdę może być człowiek bezradny wobec swoich emocji.

Hymn pracoholika

No dobra, a teraz wejdźmy do najładniejszej sali w naszej fabryce ogarnięcia. Tej z roślinami, miękkim światłem i napisem na ścianie, który wygląda niewinnie, ale powinien mieć własną kartotekę policyjną:

Rób to, co kochasz, a nie przepracujesz ani chwili

Sala konferencyjna z mottem, krzyżem i pracującymi ludźmi.

Cóż za piękne zdanie. Takie okrągłe, gładkie, pachnące kawą z mlekiem owsianym i wyzyskiem w lnianych spodniach. Niby ma nas wyzwolić, a tymczasem jest hymnem pracoholika, który z zapałem neofity tłumaczy sobie, że to przecież nie jest praca, skoro ją kocha. On nie siedzi dwunastej godziny przed komputerem. On realizuje misję. Nie znika z relacji tylko buduje coś ważnego. Inwestuje w przyszłość. Jeszcze chwila, jeszcze jeden projekt, ostatni deadline, naprawdę ostatni zakręt i już będzie polana, piknik, sielanka… Ale za zakrętem jest kolejny, potem jeszcze jeden, nowy genialny projekt, niesamowita okazja, potworny kryzys… I ten szept w głowie, że nie możesz teraz odpuścić, bo jesteś już tak blisko…

Później, zaraz, za chwilę…

Z pracoholikami trochę jak z osobami uzależnionymi, które przestają pić od jutra. Pracoholik podobnie, święcie wierzy w jutro, w jakieś potem. On zaharowuje się owszem, ale tylko tymczasowo, bo już, tuż, za zakrętem czeka na niego piknik na polanie i wtedy wreszcie się zrelaksuje, wtedy wreszcie odpocznie. Wtedy nadrobi stracony czas, odzyska relacje, zadba wreszcie o siebie, swoje zdrowie, będzie gotował, biegał, czytał, kochał i podróżował.

Potem…

Zawsze potem.

Aż w końcu przychodzi ten dzień i nasz bohater faktycznie dochodzi do ostatniego zakrętu. Dochodzi wreszcie do mety. Tylko nie dlatego, że skończyła się praca.

Skończył się on.

Tortury wypalenia

Nie ma fanfar, nic nie wybucha, nikt nie krzyczy przez megafon: UWAGA, WŁAŚNIE SIĘ WYPALIŁEŚ. To po prostu jakiś kolejny, zwyczajny poniedziałek. Jak zwykle siadasz przed kompem i zaczynasz pracę. Tylko tym razem okrywasz, że to co przez 15 lat odpalało na kawie, ambicji i panice przed deadlinem tym razem nie odpala.
Otwierasz dokument.
Zamykasz dokument.
Sprawdzasz mail.
Wracasz do dokumentu. Czytasz 3 razy to samo zdanie. Idziesz zrobić sobie kawę.
Zapominasz o kawie.
Otwierasz nową kartę.
Potem jeszcze jedną.
Po dwóch godzinach masz otwartych dwadzieścia kart, zaczętych pięć rzeczy, skończonych zero i narastającą pewność, że najwyraźniej w nocy porwali cię kosmici, i wróciłeś od nich jako totalny przegryw, rozleniwiony i beznadziejny. To jest okrucieństwo w czystej postaci jeśli przypomnimy sobie że u takiej osoby całe życie kręciło się wokół dumnego:

Ja zawsze daję radę


ale teraz nie daje. Niby mógłby w takim razie rzucić to wszystko w cholerę i wreszcie zacząć odcinać kupony. Mógłby odpocząć. Nawet próbuje to zrobić. Siada na kanapie i już po 4 minutach sprawdza telefon. Włącza ulubiony serial, ale go nie ogląda. Otwiera książkę, ale po 2 stronach sprawdza maila. Idzie na spacer i głównie myśli o tym, czego dzisiaj nie zrobił. Naprawdę się stara, próbuje się relaksować tylko niestety u niego odpoczynek smakuje jak wstyd. Próbuje nic nie robić i odkrywa, że nicnierobienie ma smak winy. I wtedy pojawia się wstyd.
Jego wewnętrzny krytyk zaczyna kolejną rundę katowania Go: Skoro kiedyś robiłeś wszystko… Skoro kiedyś wystarczała noc, kawa i presja czasu… Skoro kiedyś byłeś tą osobą, do której wszyscy przychodzili ze sprawami niemożliwymi…
No to znaczy że ściemniasz, lenisz się, pobłażasz sobie, odpuszczasz…
Oczywiście te wewnętrzne. tyrady w niczym nie zmieniają tego że teraz nie może odpowiedzieć na „głupiego maila”.

Skoro tyle lat biegł, napakowany dopaminowym high’em to teraz nie może tak po prostu zasiąść w kapciach i się tym cieszyć. On nie wie jak to się robi, on oduczył się, zapomniał jak odpoczywać.

Tryb awaryjny nie działa

Z zewnątrz może to wyglądać jak lenistwo, prokrastynacja albo brak dyscypliny. Od środka przypomina próbę odpalenia starego silnika w mrozie. Coś kaszle, coś się dławi, rozrusznik próbuje, ale iskra nie łapie.
Bo to, że przez lata uruchamialiśmy się w trybie awaryjnym, nie znaczy jeszcze, że tryb awaryjny jest naturalnym środowiskiem.
W Fabryce Ogarnięcia jest dla takich osób specjalne pomieszczenie.

Pokój Regeneracji

Kontrast biurowy: jasna strefa dobrostanu kontra ciemne boksy pracy.

Nie pokazuje się go nowym pracownikom. Jest na końcu korytarza, za salą z napisem RÓB TO, CO KOCHASZ.
Taki smaczek architektoniczny…

Oficjalnie nazywa się: pokojem regeneracji. W praktyce stoi tam stary fotel, komputer, kilka niedokończonych kursów online, kubek z napisem kocham poniedziałki (który został już zgłoszony jako eksponat do muzeum zbrodni przeciwko ludzkiej godności) i człowiek, który już nie umie ani pracować, ani odpoczywać.

Kobieta pracuje przy starym komputerze w biurze. Pokój Regeneracji.

Nie mam nic przeciwko pracy

I proszę, nie chodzi o to, że praca nie może dawać sensu. Może. Czasem daje głęboki sens. Czasem ratuje przed chaosem. Czasem pozwala spotkać ludzi, zrobić coś dobrego, zostawić ślad, poczuć własną sprawczość. Teoria autodeterminacji Ryana i Deciego podkreśla, że ludzie potrzebują autonomii, kompetencji i relacji, żeby dobrze funkcjonować i doświadczać bardziej wewnętrznej motywacji (Ryan & Deci, 2000). Praca może to wspierać. Może być miejscem wzrostu, więzi i sprawczości. Ale to nie znaczy, że każda praca, którą kochamy, może bezkarnie zająć całe mieszkanie, wejść w butach do sypialni, położyć się między nami a bliskimi i jeszcze poprosić o hasło do naszego układu nerwowego.

To nie jest tekst przeciwko pracy. To jest tekst przeciwko temu momentowi, w którym praca zaczyna nosić ubrania miłości, a my nie zauważamy, że coś tu nie gra.

Ciało jako dział kontroli jakości

W Fabryce Ogarnięcia jest jeszcze jeden dział, którego nikt nie lubi, bo psuje narrację. Ciało. Ciało jest jak stara księgowa w urzędzie: spokojne, dokładne, bezlitosne. Niczego nie komentuje od razu, tylko zapisuje. Każdą noc zbyt krótką, każdą kawę udającą śniadanie, każdy skurcz żołądka, każdy zaciśnięty bark, każde niewypowiedziane „nie”, każdy oddech wzięty tylko do połowy. A potem wystawia rachunek. Bez rabatu za ambicję.

Ciało nie czyta naszych uzasadnień. Nie obchodzi go, że projekt jest strategiczny. Nie wzrusza go, że teraz jest trudny okres. Nie interesuje go, że wszyscy tak mają. Ciało jest skandalicznie biologiczne. Ma potrzeby, rytmy, granice, głód, sen, napięcie, zmęczenie, ból. Zachowuje się tak, jakby nie słyszało o rozwoju osobistym.

Lekarka w biurze kontroli jakości analizuje medyczne dokumenty.

Konsekwencje harówki

Światowa Organizacja Zdrowia i Międzynarodowa Organizacja Pracy oszacowały, że praca 55h+ tygodniowo = wyższe ryzyko udaru i śmierci z powodu choroby niedokrwiennej serca w porównaniu z pracą 35–40h tygodniowo (Pega et al., 2021). To nie znaczy, że każdy intensywny tydzień nas zabije, bez paniki, nie róbmy z tego kolejnego powodu do bezsenności, bo naprawdę mamy już bogaty repertuar. Ale znaczy, że ciało nie daje się bez końca przekonywać slajdem o priorytetach. Można mówić: jeszcze tylko ten kwartał, jeszcze tylko ten projekt, jeszcze tylko do wakacji, jeszcze tylko aż umrę, ale w bardzo kompetentny sposób. Ciało słucha, milczy i zbiera materiał dowodowy. A kiedy ciało milczy zbyt długo, naprawdę warto się zaniepokoić. To nie jest zgoda. To jest cisza przed posiedzeniem komisji.

Wypalenie, czyli co zostaje po człowieku z pasją

WHO definiuje wypalenie jako zjawisko związane z pracą, wynikające z przewlekłego stresu zawodowego, który nie został skutecznie opanowany. Obejmuje ono wyczerpanie, większy dystans psychiczny wobec pracy albo cynizm oraz obniżone poczucie skuteczności zawodowej (World Health Organization, 2019). Maslach i Leiter od lat opisują wypalenie jako coś więcej niż zwykłe zmęczenie: to połączenie wyczerpania, cynizmu i poczucia nieskuteczności, które wyrasta nie tylko z indywidualnej słabości, ale z relacji między człowiekiem a środowiskiem pracy (Maslach & Leiter, 2016).

Po ludzku? Wypalenie to moment, w którym fabryka nadal żąda produkcji, a w nas dawno skończyły się surowce. Maszyna chodzi na sucho. Coś zgrzyta, coś dymi, wskaźniki udają, że jest stabilnie, bo nikt nie chce paniki na hali, ale w środku już dawno kurz i dym.

I najgorsze jest to, jak wypalony człowiek tłumaczy sobie swój stan. Zamiast powiedzieć: Mój organizm po prostu nie wytrzymał lat tortur, mówi sobie: Jestem leniwym przegrywem. Zamiast: Mój mózg odmawia brania udziału w tym sabotażu, mówi: Muszę popracować nad dyscypliną i lepiej zarządzać czasem.

Zajętość = nowa arystokracja

Kiedyś arystokrata pokazywał swój status tym, że absolutnie nic nie robił. Spacerował po ogrodzie, patrzył na fontannę i miał tę nieznośną minę człowieka, którego nikt nigdy nie zapyta: czy widziałeś mojego maila?
Dzisiaj najwyższym symbolem prestiżu jest to, jak bardzo jesteś wykończony.

Mężczyzna retro i nowoczesna kobieta na ławce w parku, dialog.


Nie mam czasu, spałam trzy godziny, mam spotkanie na spotkaniu, najbliższy wolny termin mam w listopadzie przyszłego roku. To niby brzmi jak skarga, ale ludzie mówią to z taką dumą, jakby pokazywali rodowy herb. Patrzcie, jak bardzo jestem potrzebny! System pożera mnie żywcem, proszę podziwiać ślady zębów.

Ostentacyjna konsumpcja czasu


Naukowcy (Bellezza et al., 2017) nazwali to wprost: ostentacyjną konsumpcją czasu. Kiedyś luksusem było posiadanie wolnego popołudnia. Dziś luksusem jest brak czasu nawet na to, żeby spokojnie zemdleć we własnym przedpokoju.
I co najgorsze, odpoczynek też zamieniliśmy w projekt korporacyjny.

Człowiek=produkt

W fabryce ogarnięcia odpoczynek też został przerobiony na produkt.
Nie możesz po prostu położyć się jak kłoda na kanapie. To jest wykluczone bo to jedno z najgorszych w naszej kulturze przestępstw: działanie na szkodę własnego potencjału.

Wiem coś o tym bo jak sama próbuję to tak z marszu nie mogę, bo będę czuła się jak odpad (być może to dlatego, że w moim domu od wielu pokoleń nazywano to: gniciem na kanapie). Więc musze najpierw zamedytować i wtedy mam szansę.

Strategiczna Regulacja Układu Nerwowego

Mogłabym też wymyślić inną nazwę. Mogłabym mówić sobie, że: strategicznie reguluję układ nerwowy. Nie idę na zwykły spacer, tylko: optymalizuję strefy tętna.
Ba! Nawet zupełnie skromne: nie chce mi się jest na cenzurowanym. Dziś muszę ćwiczyć: uważne nicnierobienie; w lnianych spodniach, świeczką za miliony monet i podcastem o work-life balance, żeby było wszem i wobec słychać, że odpoczywam w akceptowalny sposób.
A my w tym wszystkim bierzemy udział. Z większym lub mniejszym entuzjazmem, ale nie śmiemy podważać tych mądrości. Bo każdy z nas pragnie by to miało sens. Chcemy poczucia bezpieczeństwa, kasy. Chcemy, żeby nasze życie miało jakiś kształt, a nie wyglądało jak sterta brudnych ubrań rzucona w kącie łazienki.
Tylko daliśmy sobie wmówić, że spokój i bezpieczeństwo = ciągłe zarzynanie samej siebie. To trochę tak, jakby leczyć oparzenia słoneczne miotaczem ognia.
To niby brzmi jak skarga, ale działa jak herb. Jesteśmy potrzebni. Jesteśmy ważni.

System gryzie nas do kości, proszę podziwiać ślady zębów.

(a system patrzy i myśli: dobry pies.)

Nie można mieć wszystkiego ale trzeba

Okazuje się że jednak jest jakie wyjscie. Po prostu: nie musisz być jedną rzeczą. Możesz przez kilka lat mniej pracować i więcej matkować. Potem odwrotnie. Możesz być kimś innym w różnych momentach życia i to nie kryzys tożsamości, tylko życie które jest w ciągłym ruchu jak to życie.

Z kolei psychologia jak to psychologia musi mieć swoją na to nazwę: złożoność obrazu siebie. Oczywiście to dobrze kiedy ten obraz jest bardziej zróżnicowany.

Starsza kobieta otoczona etykietami ról rodzinnych i społecznych, z kotem.

Popatrzcie na nasze babcie. I nie, nie będziemy teraz zakładać różowych okularów nostalgii, bo nasze babcie miały swój historyczny pakiet horroru. Ale miały też przewagę: były bogate i złożone. Babcia była matką, córką, sąsiadką, ciotką, kobietą od rosołu, od pożyczania cukru i archiwum wiedzy o tym, kto z kim w kamienicy nie rozmawia od 1987 roku i dlaczego.

Dzisiaj jak zapytasz kogoś na imprezie: Kim jesteś? to on nie mówi: jestem facetem, który lubi psy, czyta kryminały i ma słabość do starych samochodów. On recytuje ci stopkę z maila: Senior Performance Growth Brand Solutions Ninja. …?!?!

Złożoność Obrazu siebie

Patricia Linville nazwała to złożonością obrazu siebie: posiadanie wielu względnie odrębnych aspektów własnego JA może chronić przed skutkami stresu (Linville, 1987). Po ludzku: jeśli cała twoja tożsamość to praca, to w momencie, kiedy szef powie ci, że twój projekt jest do dupy, ty nie masz po prostu gorszego dnia. Ty dostajesz eksmisję z własnego życia. Przestajesz istnieć, bo całe twoje JA właśnie runęło na ziemię. Jeśli twoją jedyną tożsamością jest twój związek, to każda sprzeczka o nieumytą patelnię staje się trzęsieniem ziemi.
I tu nie chodzi o to, żebyśmy teraz dowalili do kalendarza 10 nowych hobby i zaczęli budowanie nowych siebie. Nie potrzebujemy kolejnych zadań. Chodzi o to, żeby całe życie nie mieszkało pod jednym adresem. W działaniu trzeba wybierać. Ale w tożsamości nie wolno skurczyć się do jednej rzeczy.

Ciepły sabotaż fabryki

Kobieta relaksuje się z kotem, celebrując „ciepły sabotaż” produktywności.

Nie wygrasz z fabryką jej bronią. Nie ma na świecie aplikacji, planera ani metody, która sprawi, że życie nagle zacznie działać gładko i bez tarcia. Tarcie jest kwintesencją życia. Ciało stawia opór, psychika stawia opór, nawet mój garnek już od trzech dni się moczy i nie chce puścić.

Zamiast więc być tym idealnym produktem, zróbmy sabotaż. Taki ciepły, ludzki, bez sztandaru i bez aplikacji do sabotażu.


Wybierz to, co w tym momencie naprawdę wymaga twojej obecności: pracę, żeby zapłacić rachunki, ratowanie relacji albo po prostu sen. Jedna rzecz i tyle. I daj temu miejsce (i wiem że nie masz na to czasu i zarazem zaufaj że musisz ten czas znaleźć).
Sukces w dorosłym życiu bywa rozczarowująco mało spektakularny. Czasami sukcesem jest kupić papier toaletowy, czasami pójść spać o 22 zamiast dążyć do inbox zero, by udowodnić światu, że masz prawo istnieć. Tylko jak się tym cieszyć?
Wielu z nas tak długo dowoziło wyniki, że kiedy wreszcie pojawia się wolna (od dopaminy) sobota, kompletnie nie wiemy, kim jesteśmy i co z tym czasem zrobić.
Bronnie Ware, która pracowała z osobami u kresu życia, opisała powracający żal, że praca zajęła zbyt dużo miejsca. To może nie jest wynik wielkiego badania, ale jednak ważny zapis doświadczeń z opieki paliatywnej. Trudno nie pochylić się nad tym że ludzie raczej nie żałują maila, którego nie zdążyli poprawić (Ware, 2012).

Praca gościem?

Nie chodzi o to, żeby rzucić pracę, zamieszkać w lesie, żywić się intuicją tudzież przypadkowym mchem…

Chodzi o to, żeby praca znów stała się w twoim życiu tylko gościem. Ważnym, potrzebnym, ale gościem. Niech zdejmie buty w korytarzu i pamięta, że nie jest jest właścicielem mieszkania.

Człowiek w leśnym otoczeniu, symbol ucieczki od korporacyjnego życia.


Nie czekaj, aż twoje ciało pociągnie za hamulec bezpieczeństwa, bo kiedy ono to robi, nie pyta o wolne terminy w kalendarzu.
Wyjmij z tej fabryki choć jeden kawałek siebie i zobacz, czy oddycha.
Zwykle oddycha.
Cicho, niemrawo, ale oddycha.

Kalkulator czy ta doba nie jest za krótka?

Prawdziwa doba kobiety

Ile naprawdę mieści się w jednej dobie?

Najpierw zbudujemy rusztowanie dnia: podstawowe potrzeby, pracę, opiekę i relacje. Potem dołożymy wszystko, co jeszcze próbujesz w nim zmieścić.

Nie pytamy, co jeszcze możesz sobie odebrać. Pytamy, czy wszystkie te wymagania mieszczą się w 24 godzinach.

1. Najpierw rzeczywistość

Te informacje pozwalają zbudować bazę dnia. Wynik zobaczysz dopiero na końcu.

Ile faktycznie pracujesz dzisiaj?

Łączny dojazd do pracy i z pracy

Czy masz dziś pod opieką dziecko?

Wiek dziecka

Ile czasu dziecko spędza dziś w placówce?

Poza placówką opieka jest…

Karmienia, ubierania, kąpieli, zabawy, pilnowania i usypiania małego dziecka nie będziemy potem dodawać osobno. To część codziennej opieki.

Czy jesteś obecnie w związku?

Kto częściej pamięta, inicjuje kontakt, pilnuje atmosfery i ogarnia relację?

Chcesz dziś zmieścić trening?

Ile trwa sam trening?

Gdzie ćwiczysz?

2. Co jeszcze próbujesz zmieścić?

Wybierz wszystko, co ma wydarzyć się tego samego dnia. Czas pozostaje ukryty do wyniku.

często zalecane To rzeczy często przedstawiane jako element zdrowego, świadomego i dobrze zorganizowanego życia. Każda z osobna może mieć sens. Problem zaczyna się wtedy, kiedy wszystkie mają zmieścić się w tej samej dobie.

Wybierz obszar życia

Kliknij kategorię. Możesz wracać między obszarami — wybory zostaną zachowane.

Nie pytamy, co jeszcze możesz sobie odebrać. Pytamy, czy wszystkie te wymagania mieszczą się w 24 godzinach.

Bibliografia:

American Psychiatric Association. (2022). Diagnostic and statistical manual of mental disorders (5th ed., text rev.). American Psychiatric Association Publishing.
Andreassen, C. S., Griffiths, M. D., Sinha, R., Hetland, J., & Pallesen, S. (2016). The relationships between workaholism and symptoms of psychiatric disorders: A large-scale cross-sectional study.
Anderson, E. (2017). Private government: How employers rule our lives (and why we don’t talk about it). Princeton University Press.
Andersen, F. B., Djupedal, I. L. R., Pallesen, S., Holte, A. J., Torsheim, T., & Schaufeli, W. B. (2023). The prevalence of workaholism: A systematic review and meta-analysis. Frontiers in Psychology, 14, Article 1252373.
Berridge, K. C. (2007). The debate over dopamine’s role in reward: The case for incentive salience. Psychopharmacology, 191(3), 391–431.
Bellezza, S., Paharia, N., & Keinan, A. (2017). Conspicuous consumption of time: When busyness and lack of leisure time become a status symbol. Journal of Consumer Research, 44(1), 118–138.
Bunker, J., Camodeca, A., Malovic, A., & Hall, M. J. (2024). Google effects on memory: A meta-analytical review of the media effect on cognitive processes. Trends in Cognitive Sciences.
Caspi, A., Houts, R. M., Ambler, A., Danese, A., Elliott, M. L., Hariri, A., Harrington, H. L., Hogan, S., Poulton, R., Ramrakha, S., Rasmussen, L. J. H., Reuben, A., Richmond-Rakerd, L., Sugden, K., Wertz, J., Williams, B. S., & Moffitt, T. E. (2020). Longitudinal assessment of mental health disorders and comorbidities across 4 decades among participants in the Dunedin Birth Cohort Study.
Crockett, M. J. (2009). The neurochemistry of fairness: Clarifying the link between serotonin and prosocial behavior. Annals of the New York Academy of Sciences,
Davis, L. K., Bumgarner, J. R., Nelson, R. J., & Fonken, L. K. (2023). Health effects of disrupted circadian rhythms by artificial light at night. Journal of Biological Rhythms, 38(5), 493–509.
Feldman, R. (2012). Oxytocin and social affiliation in humans. Hormones and Behavior, 61(3), 380–391.
Hallman, D. M., Sato, T., Kristiansen, J., Gupta, N., Skotte, J., & Holtermann, A. (2024). Impact of sitting at work on musculoskeletal complaints of German employees. Frontiers in Public Health,
Jaffe, S. (2021). Work won’t love you back: How devotion to our jobs keeps us exploited, exhausted, and alone. Bold Type Books.
Kessing, L. V., Ziersen, S. C., Caspi, A., Moffitt, T. E., & Andersen, P. K. (2023). Lifetime incidence of treated mental health disorders and psychotropic drug prescriptions and associated socioeconomic functioning. JAMA Psychiatry, 80(10), 1000–1008.
Kiesler, S., Kraut, R., Cummings, J., Boneva, B., Helgeson, V., & Crawford, A. (2002). Do we visit, call, or email? Media matter in close relationships. Carnegie Mellon University.
Kringelbach, M. L., & Berridge, K. C. (2016). Neuroscience of reward, motivation, and drive. Current Opinion in Behavioral Sciences, 3, 85–91.
Linville, P. W. (1987). Self-complexity as a cognitive buffer against stress-related illness and depression. Journal of Personality and Social Psychology, 52(4), 663–676.
Maslach, C., & Leiter, M. P. (2016). Understanding the burnout experience: Recent research and its implications for psychiatry. World Psychiatry, 15(2), 103–111.
Merom, D., Rissel, C., Ding, D., Bauman, A., & Sloan, S. (2018). From “car-dependency” to “desirable walking” — 15 years trend in policy relevant public health indicators derived from Household Travel Surveys. Journal of Transport & Health, 9, S54.
Pega, F., Náfrádi, B., Momen, N. C., Ujita, Y., Streicher, K. N., Prüss-Üstün, A. M., Descatha, A., Driscoll, T., Fischer, F. M., Godderis, L., Kiiver, H. M., Li, J., Magnusson Hanson, L. L., Rugulies, R., Sørensen, K., Woodruff, T. J., & WHO/ILO Joint Estimates Working Group. (2021). Global, regional, and national burdens of ischemic heart disease and stroke attributable to exposure to long working hours for 194 countries, 2000–2016: A systematic analysis from the WHO/ILO Joint Estimates of the Work-related Burden of Disease and Injury. Environment International, 154, Article 106595.
Ranganathan, A., & Ye, X. M. (2026, February). AI doesn’t reduce work—it intensifies it. Harvard Business Review
Ryan, R. M., & Deci, E. L. (2000). Self-determination theory and the facilitation of intrinsic motivation, social development, and well-being. American Psychologist, 55(1), 68–78.
Roetzel, P. G. (2019). Information overload in the information age: A review of the literature from business administration, business psychology, and related disciplines with a bibliometric approach and framework development. Business Research, 12(2), 479–522.
Sherman, L. E., Michikyan, M., & Greenfield, P. M. (2013). The effects of text, audio, video, and in-person communication on bonding between friends. Cyberpsychology: Journal of Psychosocial Research on Cyberspace, 7(2), Article 3.
Siegel, D. J. (1999). The developing mind: How relationships and the brain interact to shape who we are. Guilford Press.
Suzman, J. (2020). Work: A history of how we spend our time. Bloomsbury Publishing.
Thompson, E. P. (1967). Time, work-discipline, and industrial capitalism. Past & Present, 38, 56–97.
Tokumitsu, M. (2015). Do what you love: And other lies about success and happiness. Regan Arts.
van Zoonen, W., & Sivunen, A. E. (2021). The impact of remote work and mediated communication frequency on isolation and psychological distress. European Journal of Work and Organizational Psychology.[wiley +1]
Ware, B. (2011). The top five regrets of the dying: A life transformed by the dearly departing. Hay House.
World Health Organization. (2019). Burn-out an occupational phenomenon: International Classification of Diseases. World Health Organization.
Working Time Society. (2019). Working Time Society consensus statements: Circadian time structure impacts vulnerability to xenobiotics — relevance to industrial toxicology and nonstandard work schedules. Industrial Health, 57(2), 175–183.
Ward, A. F., Duke, K., Gneezy, A., & Bos, M. W. (2017). Brain drain: The mere presence of one’s own smartphone reduces available cognitive capacity. Journal of the Association for Consumer Research, 2(2), 140–154
Yang, C., Holden, S. M., & Carter, M. D. K. (2021). Loneliness and Facebook use: The role of social comparison and rumination. Frontiers in Psychology, 12, Article 631988.

  1. ↩︎
Vivian Fiszer
Vivian Fiszer

psycholog i terapeutka DBT, prekursorka Terapii Dialektyczno-Behawioralnej w Polsce. Założycielka i pierwsza Prezeska Polskiego Towarzystwa Terapii Dialektyczno-Behawioralnej (PTDBT). Specjalizuje się w psychoterapii III fali (DBT, ACT, CFT) oraz pełni funkcję wiceprezeski Fundacji BPD. Wykładowczyni DBT na studiach podyplomowych Uniwersytetu SWPS. Autorka portalu EmocjePro, ekspertka w zakresie zaburzeń osobowości, impulsywności i regulacji emocji.

Artykuły: 309