



Odkryj umiejętności DBT, jak obserwacja czy uczestniczenie. Ćwicz uważność, by radzić sobie z przemijaniem i trudnościami życia.
czyli Jak Przegapić Własne Życie i Zapytać na Końcu: To Już Było?
Masz czasem wrażenie, że Twoje życie to taka nudnawa wersja „Dnia Świstaka” z niekończącą się kolejką na poczcie i dziwnym poczuciem deja vu, bo już piąty raz w tym tygodniu idziesz do kuchni i nie pamiętasz po co? Klasyk. Mózg robi robotę: Ty śnisz na jawie, a on cię prowadzi, jakbyś był własnym Uberem.
Gdyby dawali Nobla za bezsensowne łażenie po domu, mielibyśmy stado polskich noblistów – no u mnie w domu conajmniej trzech. A na końcu i tak lądujemy na TikToku, ucząc się, jak być „tu i teraz”. Ironia typowa dla życia – boli, ale śmieszy.
Wszyscy w tym tkwimy i to nie nasza wina – bardziej efekt uboczny ewolucji i naszej cywilizacji. Kiedyś autopilot pozwalał przeżyć (świat pełen był zagrożeń). Dziś autopilot pomaga wyjść z Biedry bez rozpętania wojny na warzywach. Czasami mamy przebłysk, że pędzimy przez życie jak intercity – zawsze się gdzieś spieszymy, nigdy nie jesteśmy na czas, a najgorsze że nawet nie ma nas w środku.
Nie martwmy się to nie będzie kolejna opowieść o tym, jak się obudzić do życia w stylu motywacyjnego guru. Będzie raczej o tym, jak odkryć, kiedy śpimy na jawie i nie zawstydzać się za to– bo wszyscy tu śpimy, tylko niektórzy lepiej ściemniają.
Autopilot to nie program lojalnościowy, w którym zbieramy punkty. To bardzo neurobiologiczny mechanizm, za który odpowiada nasz mózg. Chodzi o system oszczędzania energii. Nasze mózgi uwielbiają chodzić na skróty. Wszystko co można (a można wszystko) zamieniają w rutynę: zawiązywanie butów, prowadzenie samochodu i odpowiadanie na pytanie: jak tam? zawsze tym samym, zawsze nieprawdziwym: luzik.
To automatyzacja błogosławieństwo ludzkości, która musiała ewoluować bez instrukcji obsługi. Badania pokazują, że 47% czasu spędzamy, myśląc o czymś innym niż to, co robimy (Killingsworth & Gilbert, 2010). Połowa życia w trybie wygaszacza ekranu…
Ale autopilot ma skutki uboczne. Czasami prowadzi do tego, że kłócisz się z partnerem przez pół godziny, a potem, gdy ktoś pyta o co poszło? nie jesteś w stanie przypomnieć sobie nawet tematu. Może to i lepiej. Czasami wchodzisz do pracy, wychodzisz i nie masz pojęcia, co się wydarzyło – poza tym, że kawa się skończyła.
Absurd? Absurd codzienności. Autopilot jest niezbędny, bez niego mózg by się przegrzał jak Windows 98. Ale uwaga: im więcej autopilota, tym mniej życia tu i teraz. Niby jesteś, ale tak naprawdę Cię nie ma.
Wiesz, co
jest jeszcze bardziej przerażające niż wyjście z domu w dwóch różnych butach? Zorientowanie się po tygodniu, że właściwie większość Twoich decyzji, reakcji i życiowych wyborów podjęłaś na automacie. Gdyby życie miało opcję sprawdzenia „historii działań”, jak w banku, pewnie okazałoby się, że przez połowę czasu funkcjonowałaś na tym samym poziomie świadomości, co frytka w McDonaldzie –niby leżysz, niby się smażysz, ale nie bardzo wiesz, po co.
To zjawisko jest tak powszechne, że psycholodzy nadali mu nawet naukową nazwę: mindlessness, czyli syndrom przysypiania na jawie. Twój mózg jest jak operator koparki, który na sekundę zasnął, zostawiając maszynę na biegu jałowym. Działa, bo działa, byle do przodu.
No i teraz hit: badania pokazują, że jedynie 10 do 15 procent ludzi faktycznie posiada samoświadomość, a prawie wszyscy uważają się za tę elitarną grupę (Eurich, 2018). To trochę tak, jak z przekonaniem, że każda z nas prowadzi samochód lepiej niż inni kierowcy, chociaż statystyki policyjne są bezlitosne. Większość żyje w iluzji bycia wyjątkowo świadomą, podczas gdy tak naprawdę przechodzi przez życie na trybie demo, czekając, aż ktoś wreszcie odpali pełną wersję.
Efekt? Przesypiasz własne wybory. Godzisz się na kolejną randkę, choć po dziesięciu minutach rozmowy wiesz, że to nie ta planeta. Kłócisz się z partnerem, ale właściwie nie wiesz, co wywołało burzę. Bierzesz udział w zebraniu, rozmawiasz z szefową i nawet notujesz coś w notesie, tylko potem nie masz pojęcia, po co te notatki i czy miałaś być asertywna, czy raczej grać „grzeczną dziewczynkę”. Bo Twój autopilot włączył się tak gładko, że nawet tego nie zauważyłaś.
Nie masz na to wpływu? masz. Ale najpierw musisz zobaczyć, jak bardzo lubisz spać na jawie. Bo przebudzenie zaczyna się od czułego, choć brutalnego przyznania: przez większość czasu kompletnie nie ogarniam, co robię i dlaczego to robię. I OK. Pierwszy krok to zauważenie, że naprawdę chcesz być tu, gdzie jesteś, a nie tam, gdzie wrzuciła Cię Twoja nieprzytomna głowa.

Odpowiadaj szczerze — nie ma dobrych ani złych odpowiedzi, ale są takie, które pozwolą Ci się zatrzymać i powiedzieć: wow, to naprawdę ja!.
A) Pamiętasz, kogo po drodze minęłaś i co myślałaś w autobusie.
B) Przysięgasz, że ktoś podmienił Twoją ulicę, bo nic nie pamiętasz z trasy.
C) Obudziłaś się pod Lidlem na końcu miasta i masz wrażenie, że Twój mózg to Waze z rozładowanym telefonem.
A) Mówisz, co się naprawdę w Tobie dzieje – nawet jeśli jest to „dziwny miks zmęczenia, głodu i irytacji na ludzkość”.
B) Automatycznie odpowiadasz: „W porządku”, nawet jak płoniesz od środka.
C) Próbujesz zgadnąć, jak powinnaś się czuć, żeby nie wyjść na wariatkę lub marudę.
A) Słuchasz z uwagą i pamiętasz, co druga osoba mówiła tydzień temu.
B) Przez połowę rozmowy rozważasz, co masz w lodówce i czy nie zapomniałaś o rachunkach.
C) Złapałaś się na tym, że analizujesz minę ekspedientki z Żabki, choć siedzisz przy kawie z przyjaciółką.
A) Tylko wtedy, gdy to był lunch z teściową.
B) Regularnie — czasem nie wiem nawet, czy już zjadłam.
C) Częściej niż chciałabym się przyznać (zwłaszcza gdy jem przy serialu).
A) Zatrzymujesz się i naprawdę rozważasz, czego chcesz i co czujesz.
B) Odkładasz to do ostatniej chwili, a potem działasz według starego schematu.
C) Podejmujesz decyzje, bo „tak trzeba” albo „tak robią wszyscy”.
A) Często zauważam, że coś czuję, zanim zareaguję.
B) Emocje mnie zaskakują, jak gość bez zaproszenia.
C) Często jestem ostatnią osobą, która dowiaduje się, że mam z czymś problem.
Przewaga odpowiedzi A:
Masz zaskakująco wysoki poziom samoświadomości. Może nie jesteś jeszcze buddyjską mistrzynią, ale wiesz, gdzie jesteś i co się w Tobie dzieje. Jeśli masz czasem ochotę na autopilota — śmiało, ale wiesz, kiedy wrócić za ster.
Przewaga odpowiedzi B:
Twój autopilot pracuje na etat i czasem nawet bierze nadgodziny. Umiesz działać w trybie rutyny, ale możesz nie zauważać, kiedy życie Cię mija bokiem. Spokojnie, to się da zmienić — nie od razu Warszawę zbudowano, nie od razu nauczysz się być obecną.
Przewaga odpowiedzi C:
Czujesz, że świat toczy się gdzieś obok, a Ty płyniesz z prądem. Zamiast się obwiniać, zrób z tego punkt startowy do pracy nad uważnością. Pierwszy krok? Przyznaj, że czasem jesteś pasażerką, ale możesz zacząć próbować prowadzić.
Prawdziwa samoświadomość zaczyna się wtedy, gdy umiesz się z siebie pośmiać, zanim zaczniesz coś naprawiać. Chcesz się przebudzić — zacznij od najprostszego ćwiczenia: przez jeden dzień zadawaj sobie pytanie: „Co teraz czuję?” i nie śmiej się z odpowiedzi, nawet jeśli brzmi: „Znowu nie wiem”.
Otwórz +Nie wiem, czy pamiętasz ten moment, gdy pierwszy raz zobaczyłaś siebie naprawdę – bez filtra, bez makijażu, bez udawania, że wszystko masz pod kontrolą. Może przyszło to podczas jakiegoś kryzysu, może w totalnej nudzie, a może po prostu wtedy, gdy już nie dało się dłużej udawać, że jesteś zawsze ogarnięta.
Przebłysk obecności to nie Instagram. To raczej moment, kiedy stoisz na środku kuchni, patrzysz na rozbabrany obiad, płaczesz w dresie z dziurą i nagle czujesz: to naprawdę ja… Z całym swoim chaosem, niewiedzą, śmiesznością i lękiem, który nie odpuszcza nawet w sobotę rano. Chcesz, choć przez chwilę, być tu, gdzie jesteś – nawet jeśli to miejsce przypomina bardziej pole minowe niż spa.
To przebudzenie bywa bolesne. Bo nagle widzisz, ile rzeczy robiłaś tylko dlatego, że „tak trzeba”. Ile razy zjadałaś własne potrzeby, żeby nie robić komuś kłopotu. Ile razy przepraszałaś za cudze błędy, zamiast przyznać, że to nie Twój wstyd. Pierwszy przebłysk obecności to jak otwarcie skrzynki z brudnymi ubraniami – nic nie pachnie dobrze, ale przynajmniej wiesz, co masz do posprzątania.
A potem pojawia się kac obecności. Nagle dostrzegasz wszystkie małe neurozy, które do tej pory były schowane pod dywanem: te powtarzające się myśli, te nawyki, które powstały z lęku, te relacje, które kleisz na ślinę, byle nie czuć pustki. Ale uwaga – to normalne. Tylko ktoś, kto nigdy nie był obecny, może się łudzić, że przebudzenie to przyjemny, błogi stan.
W rzeczywistości to początek prawdziwej pracy: zobaczyć, ile czasu spędziłaś na trybie demo, jak długo pozwalałaś, by życie się działo obok. I to jest ten moment, kiedy możesz zacząć wybierać. Nawet jeśli na początku wybierzesz po prostu… usiąść na chwilę i się nie załamać.
Nie każda chwila przebudzenia oznacza błogą ciszę. To raczej osobisty dramat z mikrofalówki – głośny, gorący, i na granicy przypalenia. Z badań jasno wynika, że pierwszy kac uważności może przyjść z pakietem trudnych emocji, lęków i zacięcia w poczuciu realnego dyskomfortu. To moment, gdy pomiędzy impuls a reakcję wchodzi uważność – i nagle w twojej przestrzeni psychicznej pojawiają się wszystkie głęboko skrywane rzeczy, które dotąd ignorowałaś.
Profilaktyka i narzędzia dla praktykujących mindfulness
Nadmierne pobudzenie i napięcie podczas praktyki
Kliknij aby zobaczyć rozwiązaniePoczucie nierealności siebie lub otoczenia
Kliknij aby zobaczyć rozwiązanieZmniejszenie zdolności do współodczuwania
Kliknij aby zobaczyć rozwiązanieNadmierna analiza i potrzeba idealnej praktyki
Kliknij aby zobaczyć rozwiązanie💡 Pamiętaj: Kac uważności to normalny efekt uboczny pogłębiania praktyki. Kluczem jest łagodność i stopniowość.
W badaniach Willoughby Britton ze Brown University aż 58 % uczestniczek programów uważności zgłosiło co najmniej jedną nieprzyjemną reakcję, taką jak lęk, drażliwość, pobudzenie czy problemy ze snem, a 37 % potwierdziło, że te objawy zakłóciły codzienne życie; 6–14 % odczuwało je ponad miesiąc po zakończeniu praktyki.
Pierwszy smak pełnej obecności potrafi być gorzki. Ale dzięki wsparciu – umiejętnościom DBT, zasadom samowspółczucia i metodzie małych kroków – możesz wyjść z próby wzmocniona, a nie rozbita.
Niech pierwszy rzuci kamieniem ten, kto nie liczył na to, że praktyka uważności zmieni życie w miesiąc. Miało być jak w reklamie herbaty – pełnia spokoju, jasność myśli, nowe, cudowne „ja”. Tymczasem rzeczywistość jest trochę inna: najpierw czujesz się głupio, potem się nudzisz, a na końcu orientujesz się, że przez dziesięć minut praktyki myślałaś tylko o tym, czy nie zostawiłaś żelazka włączonego.
DBT jest jak siłownia dla Twojego mózgu, tylko zamiast bicepsów ćwiczysz zdolność bycia tu i teraz. I – uwaga – nikt nie daje Ci gwarancji, że nagle staniesz się oświeconą wersją siebie. Zaskakujące badania pokazują, że efekty praktyki uważności są bardzo różne. U jednych pojawia się więcej spokoju, u innych więcej emocjonalnego bałaganu, a u większości… frustracja, że nie widać „efektów specjalnych”.
Najtrudniejsze jest uczestniczenie – czyli zanurzenie się w doświadczeniu. Łatwo się mówi: „bądź obecna”, trudniej to zrobić, gdy głowa produkuje scenariusze katastroficzne szybciej niż Netflix nowe sezony seriali. Jeszcze trudniejsze jest odpuszczanie ocen – zwłaszcza wobec siebie. Ile razy próbowałaś być „dobra dla siebie”, a i tak kończyłaś wewnętrznym monologiem, że za mało, za słabo, nie tak?
Zaczęłyśmy od autopilota – tego który prowadzi życie za nas. Przesypia nasze poranki, rozmowy i drogi do Biedry, zostawiając nas na autopilocie, który całkiem ładnie udaje obecność. Później przyszedł pierwszy przebłysk – budzenie się, które czasem bywa jak zimny prysznic emocji, bólu czy pustki. To moment kaca uważności, kiedy nagle dostrzegamy wszystkie napięcia, lęki nieuświadomione, perfekcjonistyczne oczekiwania…
Ale po chmurach najczęściej wychodzi słońce – jeśli tylko zostaniesz, zamiast zamknąć się z powrotem w strefie komfortu i zrobisz te małe kroki efekty murowane.
Autopilot to wygodne zasypianie przez życie. Obudzenie – nawet na chwilę – to zawsze dyskomfort. Ale to właśnie tam zaczyna się życie. Ps. Jeśli dziś czujesz, że jesteś pasażerką – to już początek. Bo znasz już zjazd z autostrady. I masz szansę z niej zjechać.
Została podzielona na mniejsze umiejętności, mamy:
Obserwowanie
Opisywanie
Uczestniczenie
Tu i Teraz
Efektywnie
Nie oceniać
(niedługo opiszę pozostałe umiejętności)
Ważne jest, by ćwiczyć każdą z umiejętności, szczególnie te, które są dla nas najtrudniejsze (najczęściej jest to uczestniczenie, czyli całkowite zanurzenie się w doświadczeniu, np.: śpiewanie na głos i nie przejmowanie się tym, co ktoś sobie pomyśli, czy, że okropnie fałszuję).
By was zmotywować do ćwiczeń przygotowałam na dzisiaj arkusz, który możecie sobie wydrukować, wypełniać i zobaczyć, czy czujecie się lepiej dzięki ćwiczeniom. (pierwsza strona kolorowa, druga identyczna ale czarno-biała)
Dodałam również nową medytację na SoundCloud, jest to ćwiczenie skanowania ciała (skanowanie jest dla wielu osób efektywniejsze niż skupienie na oddechu). Dodatkowo medytacja zawiera w sobie stwierdzenia pozwalające pracować nad akceptacją trudnych rzeczy w naszym życiu, takich jak choroba,czy przemijanie, więc jeśli ktoś aktualnie przeżywa takie problemy, warto robić właśnie tą medytację.