Maszyna do pisania i zamek z papieru.
Kobieta w turkusowej sukni patrzy na zawieszone zegary

Kim Jestem, Tożsamość Borderline w 21 wieku

Zrozum tożsamość w zaburzeniach osobowości w tym borderline, jej zmienność oraz płynną tożsamość współczesności – podobieństwa, różnice i wzajemne przenikanie.

Tekst powstał we współpracy dlatego częściowo jest w 1 osobie, mam nadzieję że dzięki takim prawdziwym opisom stygmatyzacja tego zaburzenia choć trochę się zmniejszy (wszelkie podobieństwa są przypadkowe, osoby wspólpracujące wyraziły rzecz jasna zgodę na publikacje). Jeśli chcecie się przyczynić do zmniejszenia stygmatyzacji BPD koniecznie zajrzyjcie tutaj.

Tożsamość = kryterium diagnostyczne BPD

Zaburzenia tożsamości to 1 z 9 kryteriów zaburzeń osobowości z pogranicza. Podobnie jak chroniczna pustka, o której już pisałam stanowi wyzwanie diagnostyczne i dla wielu osób jest zagadkowe. Okazuje się że problemy z tożsamością są typowe dla wszystkich zaburzeń osobowości i są dla nas wskaźnikiem na to jak ciężkie problemy ma dana osoba.

Tożsamość = Poziom funkcjonowania

W nowej metodzie diagnozowania opartej na wymiarach (zamiast kategoriach jak teraz) dodaje się też poziom nasilenia (skala poziomów funkcjonowania osobowości = Level of Personality Functioning, LPF) jako drugi ważny czynnik diagnostyczny (American Psychiatric Association, 2013). Są tam 4 elementy i jednym z nich jest właśnie tożsamość, pozostałe to: kierowanie sobą, empatia, intymność. (Skodol & MS, 2021, p. 35).

Problemy tożsamości obecne w każdym zaburzeniu osobowości

Co do szczegółów to nie znalazłam ich zbyt wiele:

W kilku badaniach niska samoocena okazała się typowa w zaburzeniach osobowości. Najbardziej łączyła się z borderline, zaburzeniem osobowości unikającej, zależnej oraz obsesyjno-kompulsywnej (Sinha & Watson, 1997; Watson, 1998).

no dobra dość przynudzania wejdźmy trochę głębiej i ciekawiej, bo wszyscy zaśniemy.

Ale nudy

Kobieta odpoczywa przy komputerze w blasku światła

Samą siebie tak tym uśpiłam, że właśnie przebudziłam się na zaślinionej klawiaturze z odbitym klawiszem delete na czole (mam nadzieję, że to nie jest jakaś chamska aluzja od wszechświata dotycząca mojego pisania).

Zauważyliście jak teksty naukowe zawsze muszą być mega drętwe. Ludzie nauki są mistrzami w tworzeniu niekończących się labiryntów trudnych słów. Napięcie rośnie, czekamy na wielki zwrot akcji… werble… tsunami oklasków…i.…tadam!

a w kolejnym akapicie szok!
okazuje się, że można to tak rozwlec, że zaczyna przypominać serial o grupie księgowych, którzy w weekend postanowili malować szarą ścianę a potem podziwiali, jak schnie farba.

Ma być fajnie, no ale nie tylko

I nie chodzi tylko o to, żeby było fajnie. Chociaż, umówmy się, to wystarczająco dobry powód. Ale sprawa jest poważniejsza. Proces uczenia się nie zachodzi (znowu sformułowania tak nudne, że mogłyby zagrać w filmie Warhola). Po ludzku: nic do nas nie dociera, a tym bardziej nic nie skumamy ani nie zapamiętamy, kiedy:

  • szlag nas trafia (stąd tak ważne jest uspokojenie emocji w ważnej rozmowie);
  • się nudzimy, jak w sytuacji słuchania czyjegoś doktoratu z gaszenia entuzjazmu oraz usypiania ludzi co powoli zamienia nas w odmóżdżone monotonią zombie.

Czym jest ta cała tożsamość

A temat jest mega ciekawy. Każdy z nas ma niby tę tożsamość, więc może dowiedzmy się, co to w ogóle jest. Niby każdy udaje, że to wie, ale jak wejdziemy w szczegóły, to samo określenie, czym jest, a czym nie jest i jakie ma powiązanie do JA, ego, self, już stanowi problem.

Tancerki w różowych tiulowych spódnicach przed Moulin Rouge

Życie to teatr


Dajmy na to, że cała ta nauka o osobowości to teatr. Tylko nie taki na bogato, na Broadwayu, gdzie wszystko jest dopięte i zwykle osiąga sukces, nawet nie Moulin Rouge, gdzie wprawdzie improwizują i piją absynt, ale nadrabiają to urokiem i paryskim szykiem. Bardziej kółko teatralne w domu kultury Bemowo, gdzie przypadkowi emeryci i nastolatkowie wspólnie błąkają się po scenie, improwizując przypadkowe kwestie. Postanowili ogarnąć „coś współczesnego” i teraz nikt nie wie, kto ma jaką rolę. Publiczność zgaduje: to self gra ego czy ego udaje tożsamość?

Przyszli też teatrolodzy. Każdy z nich ma swoją wersję. Jeden peroruje: tożsamość to narracja! Kolejny się na niego wydziera: ale self to proces! Trzeci nieśmiało się krzywi i bąka: niech każdy sam sobie zinterpretuje, ja wyjeżdżam w Bieszczady. A my, najbardziej zainteresowani, nadal nie wiemy wtf?

Self w ogóle przechodzi kryzys

Nasza przebrzmiała, ale jednak gwiazda, czyli Self, jest oburzona, bo nawet nie mogli przetłumaczyć porządnie jej imienia na polski. Jest „ja” albo „Ja” lub „siebie”, „osobowość”, „jaźń”, no naprawdę. Gorzej jeszcze, bo Self i tak już ma kryzys tożsamości. Raz uważa się za strukturę, za chwilę jest procesem, nie wie, czy lepiej być reżyserem, czy jednak makijażystką.

Grupa kobiet wykonujących taniec teatralny na scenie

Leary i Tangney policzyli, że „self” ma co najmniej pięć znaczeń. To jakby Edward Norton w jednym filmie zagrał matkę, ojca, noworodka, psa i drzewo w tle. Imponujące, faktycznie genialny aktor, ale nie zmniejsza to naszego zagubienia. Szczególnie że ustaliliśmy już, że to Bemowo, a nie Hollywood, więc możemy założyć, że też raczej nie Norton.


No dobra a gdyby ktoś ogarnięty się za to wziął?

Nasz Bohater McAdams

Uratuje nas Dan P. McAdams, producent, który z Bemowa chce zrobić Broadway. Postanowił zintegrować wszystkie elementy nauki o osobowości. Pewnego dnia przyszedł i zapytał: „Co wiemy, kiedy znamy jakąś osobę?”

Pominę tym razem kwestie kulturowe (scenografię), ewolucyjne (z czego zbudowana jest scena i jakie są możliwości techniczne) i przejdę do osobowości (według McAdamsa składającej się z trzech poziomów):

1. Cechy

Na pierwszym planie mamy aktorów, czyli nasze cechy. No więc obsada jest względnie zawsze ta sama, przyjmuje się że mamy do wyboru 5 aktorów (5 czynikowa teoria Costy i McCrae). No na Bemowie aktorzy nie są wszechstronni więc Zbyszek (emerytowany policjant) zawsze gra czarny charakter, wścibski i złośliwy a Pani Zosia (nauczycielka geografii) najlepiej czuje się w spokojnych rolach drugoplanowych. Cechy odpowiadają na pytanie:
„Co ta osoba zwykle robi?”

2. Charakterystyczne Przystosowania

Zbyszek musi mieć jakiś kostium. No nie zagra Jokera w swoim dresie, prawda? Tym bardziej pani Zosia (dla której kostiumy to jedna z większych motywacji, żeby w ogóle grać). To są nasze przystosowania, motywacje:
„Czego chce i jak zamierza to zdobyć?”

3. Tożsamość, narracyjna historia życia

I temat naszego eseju, czyli tożsamość, według tego naukowca ma strukturę opowiadania. Narracja, którą tworzymy i sobie opowiadamy, jest scenariuszem, moją własną wielką opowieścią o mnie samej, którą każdego dnia tworzę. Historia definiuje człowieka, a człowiek żyje według własnej historii (Oleś, 2008).
„Jakiego życia pragnie? Co to oznacza dla niej samej?”

No dobra a to całe Ja/ Self?

Mężczyzna na planie filmowym, jesień, miasto

To reżyser patrzy z dystansu na cały spektakl. Siedzi na tym specjalnym krzesełku i rozmyśla, czy to jest spójne, co trzeba zmienić i jak. Taki meta poziom, któremu wydaje się, że nad wszystkim czuwa.
No dobra, to teraz popastwimy się nad samą tożsamością.

Co robi tożsamość


Tożsamość ma nam dać głębokie poczucie ciągłości i odrębności. Mówi mi, kim jestem wczoraj, teraz, jutro. Czym odróżniam się od innych. Żeby być dokładnym, tak mówią stare teorie tożsamości (Erikson). W dzisiejszych czasach podkreśla się jej zmienność.

Tożsamość gardzi wyrobnikiem, który pisze na zamówienie scenariusz serialu dla TVP. Odcinek po odcinku, edycja po edycji i ciągle to samo. Tak może robiło się kiedyś, ale dzisiaj, o nie! Ona jest artystką, nie będzie się zniżać do tego poziomu, co jej matka i babcia. Chce być wyjątkowa i oryginalna. Pisze, poprawia, zmienia, myśli, czasami szuka inspiracji na tiktoku, czy pintereście, a czasami maluje dziwne obrazy i pisze wiersze. Jej scenariusz nigdy nie jest pewny ani skończony. Ba, nawet styl pisania ciągle się zmienia. Raz to wulgarny, hip-hopowy tekst, za chwilę mroczny kryminał, innym razem scenariusz do kreskówki Pixara.

Zmienność wielu ról i wielu sztuk

Tożsamość to taka drama queen – zawsze w centrum uwagi, snuje barwnie przesadzone opowieści i takiego też łaknie życia. Każdy ma ją zauważyć, docenić, podziwiać. Dlatego chętnie dostosowuje się do publiczności i sytuacji. Postmoderniści sugerują, że w naszych czasach ta zmienność nam pomaga (Schachter, 2005). Świat zbyt szybko się zmienia, by można było grać tylko jedną rolę czy tylko w jednym scenariuszu, a nawet gatunku twórczym.

Płynna Tożsamość

No więc to nie jest choroba emerytowanych hipsterów, to dotyczy nas wszystkich. Bauman, wielki MC płynnej nowoczesności oraz tożsamości, tylko by mruknął: przecież mówiłem, mam rację, ehhh, znowu mam rację… (Bauman, 2005).

Jak i wszystkie inne obrazy, obraz własny rozpada się na serię migawek, z których każda musi własnymi siłami wyczarować, wyrazić i uzasadnić swój sens, najczęściej bez związku z sensami wyrażanymi przez inne zdjęcia migawkowe serii. Budowało się kiedyś tożsamość etap po etapie, tak jak wznosi się dom – układając cierpliwie i mozolnie podłogi i sufity kolejnych pięter, dzieląc ścianami pokoje i łącząc je korytarzami i klatkami schodowymi. Na miejsce technologii żmudnego budownictwa przyszła dziś technika „absolutnych początków”, zaczynania wciąż na nowo, eksperymentowania z szybko montowanymi i łatwymi do rozbiórki formami, malowania nowych obrazów na wczoraj sporządzonych wizerunkach: technologia tożsamości palimpsestowej.

(Bauman, 2000)


W skrócie to stan, w którym nasze poczucie siebie jest jak zamek z piasku. Możemy ciągle budować nowe wersje w zależności od aktualnych trendów, ludzi, otaczającej nas stale zmiennej rzeczywistości.

Zmiany pokoleniowe

Dlaczego zmiany tego typu? To fascynujące, bo kiedyś były jakieś różnice pokoleń. Nie wiem, czy dzisiaj ta nazwa jest w ogóle adekwatna. Bo jeśli zmiany były co 50 lat, no to OK, ale jeśli obecnie to 15 lat, czy nadal możemy mówić o konflikcie pokoleń? W tradycyjnym znaczeniu tego terminu raczej nie. Teraz to tak przyspieszyło, że konflikt pokoleń możemy mieć sami ze sobą (Kirschner & Stoyanov, 2018). Mówi się, że współcześnie większość ludzi będzie pracowała w zawodzie, który dzisiaj jeszcze nie istnieje. To temat zabawny sam w sobie, bo jak uczyć, przygotować ludzi do czegoś, o czym nie mamy pojęcia, nikt nie ma…(Rudel & Hooper, 2005).

Grubo i grubiej

Greenfield ma tutaj absolutnie fascynujące teorie i badania1 i twierdzi, że zmiany są tak drastyczne i tak szybkie, że to, co kiedyś uważano za cudo nauki, czyli powtarzanie badań, można wyrzucić do śmieci, bo to właśnie zmieniająca się rzeczywistość miesza w wynikach, a nie kiepska nauka. Gdybym wybrała się do siebie samej z przeszłości, to nie byłabym w stanie wyjaśnić swojego życia. Już sobie to wyobrażam:

Przenikliwy dialog z samą sobą


Vivian z dzisiaj: Młoda, mam tu ważną pogadankę, więc proszę, wyłącz Nirvanę, bo się nie skupisz i zresztą te smęty cię dołują nawet jeśli dzisiaj tego nie rozumiesz.
Vivian nastolatka: Co ty gadasz? Nirvana to sztuka, geniusz, nie ma nic lepszego.
Vivian z dzisiaj: No kumam, ale to, co ci powiem, zmieni twoje życie. I weź już odłóż ten zeszyt z matmy, bo to i tak nie ma znaczenia.
Vivian nastolatka: Jak to, przecież będę zamiatać ulice, podobno jak będę miała gówniane stopnie.
Vivian z dzisiaj: Dziewczyno, skup się, błagam!
Po pierwsze – szkoła? Totalnie nieważna, a już matma to kompletna ściema. W przyszłości wszystko robi AI – liczy, pisze, recytuje, pewnie niedługo zacznie stepować.
Lepiej wyśpij się, bo sen to zdrowie.
Vivian nastolatka: no niezłe te porady, chrzań szkołę, idź spać, jeszce coś?
Vivian z dzisiaj: Tak. Wyśpij się, bo w przyszłości okaże się, że niewyspanie szkodzi bardziej niż objedzenie chipsami na noc. A potem też nie trać czasu na naukę, tylko idź spotkać się z ludźmi. Najważniejsze są relacje, bo samotność jest tak samo groźna jak palenie fajek!
Vivian nastolatka: Wagary? Czyli mam siedzieć na ławce w parku i palić fajki?
Vivian z dzisiaj: Otóż to! Ale tylko z przyjaciółmi! Lepiej z ludźmi wciągać dym niż siedzieć samemu z zadbanym zdrowiem i scrollować telefon. Jeszcze lepiej idźcie na lody.
Vivian nastolatka: czekaj, czekaj, jak to w telefonie? masz na myśli tą wielką cegłę, co działa 20 minut i od razu robi Ci zwyrodnienie kręgosłupa?
Vivian z dzisiaj: mamy smartfony, małe, lekkie, przenośne, to właściwie takie małe komputery można nagrywać filmy, dzwonić chociaż dzisiaj prawie nikt nie dzwoni raczej piszemy.
Vivian nastolatka: Jak niby pisać na telefonie? Igłą w ekranie?
Vivian z dzisiaj: Nie no, palcem.
Vivian nastolatka: Palcem? A jak się pomylisz, to co? Wymazujesz śliną?

mogłam ciągnąć ten dialog ale ta gówniara się ciągle śmiała i przy ślinie zwątpiłam…

Szybko, szybciej, błyskawicznie

Tak więc technologia pędzi szybciej niż moi znajomi do szkół coachingowych, żeby nagle zostać ekspertami od rozwoju osobistego. Trudno jest trzymać się jednej definicji siebie. Globalizacja, media społecznościowe, kulturowe mixy i subkulturowe remixy – wszystko to sprawia, że mamy dostęp do nieskończonej liczby opcji.

Poliamoria, politożsamość?

Zresztą, po co się ograniczać, skoro na topie jest poliamoria, to politożsamość też wydaje się sensowna2*. Chcesz być wege joginką z Bali w poniedziałek, a hedonistyczną artystką we wtorek? Proszszsz! Tożsamość płynna w której pływamy sobie bez żadnego skrępowania pozwala nam się dowolnie, kreować, no prawie jak na tinderze.

Jak do tego doszło? No wiecie, żyjemy w czasach, w których jedyną stałą jest zmiana. Świat pędzi do przodu jak szalony, a my, przytruci chmurami informacji, próbujemy za nim nadążyć.

Kryzys Egzystencjalny

Kobieta obserwuje neonowy napis 'Kryzys Egzystencjalny'

To jakbym biegła za pociągiem, pędzę i pędzę co tchu. Wiadomo że nie zdąże, mogę za to coś zgubić;
Ah sorry to tylko moje JA wypadło mi z kieszeni (Giddens, 1991).

Teraz stoję zszokowana na pustym peronie; z biletem donikąd marki kryzys egzystencjalny.,

W naszych czasach łatwo jest popaść w egzystencjalny kryzys i kwestionować wszystko, co do tej pory wydawało nam się oczywiste. Skoro nic nie jest pewne, to może lepiej nie przywiązywać się do żadnej konkretnej tożsamości? I tak właśnie mamy przepis na tożsamość płynną!

TikToki zamiast Biblii?

Tylko co z tymi którzy zamiast pływać toną? Co z poczuciem ja, z wartościami i planami? Jak mam odnaleźć swoje miejsce, kiedy zalewa mnie fala nieokreśloności i pustki. Faktycznie jeśli nasza tożsamość wchodzi sama ze sobą w konflikt, no to mamy problem. Ukuto nawet nowy termin „multifrenia” na ten nowy rodzaj naszego kiedyś silnego fundamentu (Rolling, 2004).

Multifrenia

Multifrenia – czyli Kenneth Gergen postanowił wprawić w osłupienie cały świat szepcąc filuternie:

oczywiście że każdy z nas nie ma pojęcia dokąd zmierza i jest kompletnie zagubiony, dodajmy sobie otuchy, wymyślając nowe mądre słowo, ale nie za dużo tej otuchy, więc niech będzie podobne do poważnej choroby psychicznej (Gergen, 1991).

Multifrenia Życie w Sprzecznościach

Multifrenia, czyli miotamy się między różnymi wartościami, ideałami i motywacjami jak nasi znajomi z teatralnego Bemowa. To niby wynika z tego, że internet daje nam tak dużo możliwości, że potem nie wiemy, którym tiktokiem jesteśmy i dlaczego (Gergen, 2000).

Trend DID

Ostatnio słyszałam o trendzie DID (osobowość wieloraka) w mediach społecznościowych. Że ludzie robią się na ciekawych, twierdząc, że mają wiele osobowości jednocześnie. To wymaga oddzielnego opracowania, ale naukowcy wiążą wzrost diagnoz DID właśnie ze współczesną tożsamością (Zhu, Yuchun, 2023). Inni z kolei twierdzą że to znak naszych czasów i że faktycznie będzie takich osób coraz więcej.

Mamy problem?

Niby mówią, że to fajne, taka płynność, bo możesz się rozwijać. Mówią, że pozwala łatwiej rozwiązywać różnorodne problemy i odnajdować się w zmieniających warunkach (a w naszych czasach warunki zmieniają się szybko). Mówi się też o większej akceptacji siebie i różnorodności, która nas otacza. Z drugiej strony badania pokazują, że brak stabilnej tożsamości może wpływać negatywnie na zdrowie psychiczne, prowadząc do lęku i depresji (Erikson, 1994). Jak wiemy, współcześnie nasze zdrowie psychicznie bynajmniej nie kwitnie. Bo jak budować trwałe relacje czy cele życiowe, gdy nasza „jaźń” jest jak statek bez kompasu. Niby płyniemy, ale nie wiemy, czy przypadkiem nie zmierzamy prosto na skały. A kiedy już się o nie rozbijemy, to może być sytuacja a la Titanic.

Kobieta siedzi między gołębiami w starym kościele

To w sumie logiczne: bo jeśli muszę zacząć dzień od postawienia pasjansa, by ustalić czy jestem szacowną matroną z południa Włoch, czy raczej pastą do butów, no to nie wiem, trudno raczej o stabilizację. Trudno nawet o jakikolwiek sensowny krok (skąd mam wiedzieć, czego pragnie pasta do butów).

Warstwy Hardcoru

Naukowcy podkreślają, że taka patykiem we mgle tożsamość powoduje nieprzewidywalność, a ta z kolei lęk. Kolejną warstwą hardcoru jest świadomość tej kakofonii (łatwiej byłoby zatkać uszy). A jak to zintegrować? Coś a la Kopciuszek, co musiał te grochy z popiołem w kółko przekładać (a przypominam, że ona miała wsparcie). My natomiast średnie, wręcz przeciwnie, od małego pyta się nas, kim chcemy być w przyszłości. HA! a my nawet nie wiemy, czy lubimy koncepcję kimś bycia, albo przyszłości (można więcej poczytać np. Trzebińska 2005).
Oczywiście, że jak się tak przelewamy przez palce, to możemy być zagubieni (Juszczyk-Rygałło, 2016). Regulacja emocji to w ogóle jest niemożliwa, bo skoro fundamenty mamy z baniek mydlanych, to jedyne, co nam pozostaje, to filozoficzne rozmowy z nowym filtrem Snapchata. Bardzo to przypomina sytuację osób z BPD.

Tożsamość płynna jak w BPD?

Tak jakby nowoczesność promowała ten element tego ciężkiego zaburzenia. Bo tożsamość płynna ma wiele wspólnego z zaburzeniem osobowości borderline. W obu przypadkach mamy do czynienia z niestabilnym poczuciem własnego „ja”, trudnościami w budowaniu trwałych relacji i skłonnością do impulsywnych zachowań (American Psychiatric Association, 2013). Osoby z borderline często doświadczają drastycznych zmian w postrzeganiu siebie i swoich celów (Linehan, 1993).

Kreatywny portret kobiety z motylem i tekstami.

BPD cierpi

Różnica ma polegać na tym, że osoby z borderline cierpią z powodu swojej niestabilnej tożsamości, a osoby z tożsamością płynną uważają ją za coś pozytywnego i wyzwalającego. Jednak kluczowa różnica polega na tym, że w przypadku tożsamości płynnej zmienność jest bardziej społecznie akceptowana i często świadoma, podczas gdy w borderline wynika z głębokich konfliktów emocjonalnych i traumy. To trochę jak różnica między zmianą fryzury a niekontrolowanym wypadaniem włosów. No dobra, ale! Jeśli wezmę pod uwagę cierpienia osób z borderline (i wysoką śmiertelność), oraz statystyki zaburzeń psychicznych (obecne badania Eurostatu mówią, że 51% Polaków w ostatnich 12 miesiącach cierpiało z powodu problemów ze zdrowiem psychicznym) trudno mi pozytywnie na to patrzeć. Może w przyszłości taka tożsamość będzie bardziej akceptowana, stanie się standardem i zmienię zdanie. Tymczasem nie rozstrzygam tego dylematu, badań jest za mało, minęlo za mało czasu żeby to rozsądzić, podzieliłam się z wami tym co wiem i swoimi osobistymi dywagacjami i wątpliwościami. Pozwólcie więc że, opowiem Wam o tożsamości w zaburzeniu Borderline.

Kryteria diagnostyczne BPD w DSM-5

obejmują trwały i wszechobecny wzorzec niestabilnego obrazu siebie lub poczucia siebie jako kluczową cechę. To zaburzenie tożsamości często charakteryzuje się nagłymi i dramatycznymi zmianami w koncepcji siebie, wartościach i aspiracjach zawodowych. Badania empiryczne wykazały, że osoby z BPD osiągają znacznie niższe wyniki w zakresie podejmowania zobowiązań, szerokości eksploracji i tożsamości z zaangażowaniem w porównaniu z osobami bez BPD, co wskazuje na głębokie trudności w kształtowaniu tożsamości w wielu dziedzinach.

Jak budujemy siebie?

Z czego budujemy tę swoją tożsamość, swoją opowieść o sobie? Okazuje się, że emocje są tutaj bardzo ważne. Mamy zapamiętać coś z naszego życia, ale sam fakt nie wystarczy; musimy jeszcze nadać mu odpowiedniego koloru, nastroju, klimatu, a to robimy emocjami. Co z tego, że pamiętam, iż w podstawówce brałam udział w szkolnym teatrze, jeśli nie wiem, czy to było fajne, straszne, czy nudne? Żebym odbierała siebie jako aktorkę, muszę pamiętać, że grałam jednorożca i to było mega fajne (wiadomo!). Dzięki temu będę miała jakiś kierunek, cele, wartości. Realizując je, powoli poczuję, że jest jakaś główna idea mojego życia, że moje działania prowadzą w określonym kierunku. Mam się czuć sobą, co już z definicji sugeruje emocjonalny wymiar tożsamości. Ponieważ te przeżycia są wtedy silne, wyraźne i namacalne, są moje i wyłącznie moje. Jak potem znowu wystąpię na scenie i znowu poczuję coś fajnego, powoli stanę się aktorką.

Kobieta z motylem i kwiatami sakury na ilustracji

Ogarniamy Emocje

Większość z nas przez lata nauczyła się jakoś „obsługiwać” emocje – czasem je tłumiąc, udając, że ich nie ma, czasem wybuchając w najgorszym możliwym momencie. No to jakoś też budujemy poczucie siebie. Ale osoby z BPD nie mają tego luksusu. Ich emocje są jak wybuchające granaty albo spadające bomby – raz wyrzucają ich w jedną stronę, potem w drugą, a każdy wybuch zmienia sposób, w jaki patrzą na siebie. Więc jednym razem gram jednorożca i jest mi cudownie, ale chwilę potem pani od polskiego stwierdza, że jednorożce są infantylne i nienawidzę tej baby, siebie i tej wyliniałej szkapy. Nie wiem, czy chcę być aktorką. I tak ze wszystkim. Nie buduję więc stabilnej siebie.

Kim jestem?

Kiedy tożsamość jest jak liść na wietrze, każda chwila staje się nieprzewidywalnym lotem. Nie mogę po prostu zdecydować: „Dzisiaj będę sobą”. Bo kim właściwie jestem? To jakbym każdego dnia musiała wymyślać siebie na nowo, ale bez żadnego podręcznika, instrukcji czy nawet drobnej sugestii. Bardzo często też bez wspomnień. W ten sposób staję się czymś w rodzaju wiecznej improwizacji, grą, którą muszę rozgrywać, mimo że kompletnie nie znam zasad i nie pamiętam jaka to gra.

Czy ja istnieję?

W końcu przychodzi ten najstraszniejszy moment kiedy zaczynam się zastanawiać, czy w ogóle istnieje coś takiego jak „ja”. Czy moje wybory są naprawdę moje, czy to tylko reakcje na emocje i sytuacje, które mi się trafiają. Czy jest we mnie coś stałego?
Jak będę za dużo myśleć w tym stylu to za chwilę ogarnie mnie czarna strona mocy, czyli czarna, straszna, ziejąca mrozem pustka. Wtedy patrzę w lustro, a tam nikogo nie ma. Jak mam mieć odbicie kiedy emocje co chwilę zmieniają to kim jestem?

Kobieta siedzi na piasku nocą, wielki księżyc

Pułapka bliskości

Znowu ten teatr z Bemowa. Aktorzy grają bez scenariusza, wszystko jest kiepsko improwizowane. Zaczynam komedią, za chwilę robię monodram, potem jakieś modernistyczne bełkoty. Nie mogę za tym nadążyć. Pomyślcie, że emocje to nieproszeni goście.

Wiecie, na pewno słyszeliście o tych okropnych imprezach. Ktoś ma wolną chatę i nagle pojawia się event na FB, po czym zjawiają się ci goście (emocje). Niby ich nie zapraszasz, ale przychodzą w pewnej ekipie, rozsiadają się na kanapie, przypalają wszystko fajkami, rozlewają drinki i rozwalają życie. Wiadomo, emocje są potrzebne, ale czasami masz ochotę wysłać je do domu taksówką. Kiedy twoja tożsamość jest krucha, emocje tylko czekają, żeby przejąć kontrolę i rozwalić każdy plan, który tak starannie układasz. I jeśli masz borderline, te emocje są jak tsunami, które zalewa wszystko na swojej drodze. Nie masz kontroli nad tym, kiedy przyjdą ani jak długo zostaną. Nie masz swojego fundamentu, by się przed nimi ochronić.

Tak ma osoba z BPD, takie ma wnętrze.

Każda intensywna emocja może sprawić, że poczujesz się kimś zupełnie innym, kimś nowym i obcym. To jakby każda emocja była nowym filtrem na Instagramie, zmieniającym twoje spojrzenie na siebie samego – i na wszystko wokół.

Patrzysz rano w lustro, twoje oczy są przygaszone, melancholijne, trawione poczuciem pustki. Ledwo mija południe, a w wystawowym oknie widzisz jakąś wkurzoną laskę, która chce, by cały świat się rozpadł. Mija parę chwil i słyszysz swój drżący od lęku głos, który po chwili skamle o jakiekolwiek okruchy uznania czy akceptacji. To zupełnie nie przeszkadza ci przy lunchu wybuchać perlistym śmiechem i czuć się jak milion dolarów. To nie do zniesienia. Szczególnie że nie masz pojęcia, skąd te zmiany przychodzą, masz wrażenie, że znikąd, że jesteś kompletnie porąbany.

Tango i disco polo

A to po prostu emocje tańczą jakiś perwersyjny taniec z twoją tożsamością. Czasami elegancko prowadzą walca, za chwilę ciągają jak worek kartofli po podłodze na koncercie disco polo.

Jak Emocje Namieszają Ci W Głowie

Chyba każdy z nas przeżył coś takiego, że zrobił mega głupotę, której potem żałuje. Nawet w prawie mamy zbrodnie w afekcie, emocje potrafią nas tak prowadzać na manowce. Tylko że w przypadku osoby z borderline to wydarza się bardzo często, a skala tego jest nieporównywalna. Teraz uważam, że jestem świetną przyjaciółką, kobietą pełną empatii, a po chwili jakby mi ktoś prąd wyłączył i wrzucił do piwnicy, zaczynam wierzyć, że jestem potworem prawie z Norymbergii. Czy tożsamość może być aż tak elastyczna? Tak płynna? To przypomina raczej eklektyczny zbiór przelotnych myśli, uczuć i impresji.

Relacje i regulacja emocji

Ponieważ relacje mają nam pomagać regulować emocje, nic dziwnego, że dla osoby z tak silnymi emocjami relacja jest kwestią przetrwania.

Relacje to nie spacer po parku

Relacje z ludźmi są jak wspinaczka na wysokie góry. Te codzienne – koledzy, przyjaciele, znajomi – jeszcze do ogarnięcia, choć szlaki są strome. Ale romantyczne związki? To Everest. I to bez przygotowania, bez sprzętu, bez przewodnika. Stoję i patrzę na tę górę, na ten szczyt, który kusi, uwodzi i woła: no chodź! Wiem, że muszę, po prostu muszę. Nie że warto, nie że chcę, ja po prostu nie mam wyboru. Bo jeśli nie, to zostanę na dole – samotna, zagubiona, totalny przegryw, który nie zobaczył tego najpiękniejszego na świecie widoku, który wszystko zmienia.

Bliskość jak krucha skała

Więc wczepiam się w pierwszy lepszy kamień, a zazwyczaj wybieram te najgorsze – śliskie, kruche, takie, co się rozpadają w rękach. Ale ja się chwytam, bo muszę, bo bliskość, jakakolwiek, to dla mnie lina, która utrzyma mnie przed spadnięciem w przepaść. I jeszcze ta lina okazuje się sznurówką i się rwie, zawsze… w końcu zrywa, a ja lecę w dół, w przepaść, w odmęty niewyobrażalnego cierpienia; nawet już nie zadaję sobie tego pytania – dlaczego znowu to zrobiłaś? Bo znam odpowiedź…

Niebezpieczny Magnes

Bliskość mnie przeraża. Przyciąga jak magnes – nie mogę się oprzeć, ale jak już jest naprawdę blisko, wtedy zastygam, zamieram jak czujna sarna w lesie. Sparaliżowana. Co, jeśli to stracę? Jeśli lina znowu pęknie? Nie ma na to słów – to ból, który zamraża serce, zimny, bezlitosny. Przenika mnie, wypełnia, to tak straszny ból, że zrobię wszystko, by przestać to czuć. WSZYSTKO. I szczerze, w takim momencie blizny wydają się nieznaczącą ceną za chwilę ciszy; niewielki koszt za przetrwanie.

Para przytulająca się, obserwująca ogromny księżyc

Wieczne powroty

Więc patrzę na górę, próbuję się wspinać, ale ciągle zastanawiam się, czy warto. Chyba znam odpowiedź. Bo jak odpuszczam, zaraz muszę spróbować ponownie. Jeszcze raz, mimo że się boję. Bo może kiedyś nauczę się wspinać, albo… znajdę kogoś, kto mnie chwyci za rękę, zanim znowu spadnę.

Marzenie o kominku

Czasami czuję się, jakbym zgubiła mapę. Idę przez góry, pogoda zmienia się szybciej niż mój nastrój: świeci słońce i myślę, że już zaraz zobaczę ten wymarzony szczyt, chwilę później zamieć, wichura i kompletny brak widoczności. Miotam się, a raczej mną miotają – raz nadzieja, że się uda, raz przerażenie, że kolejny krok skończy się upadkiem. Wszystko, o czym marzę, to znaleźć bezpieczne schronienie. Taka ciepła chata, z kominkiem, fajnymi ludźmi z gitarami czy nawet jakąś playlistą, nieważne. Gdzieś, gdzie bym usiadła, ogrzała się i może na chwilę zapomniała? Może nawet poczuła, że coś się kiedyś ułoży? Że dam radę, że w końcu będę bezpieczna?

Dom, czy postój?

No ale zaraz przylepia się jakaś gówniana myśl typu: czy to w ogóle dobre miejsce? Czy to jest to schronisko? Czy to jest ta góra? Czy to jest ten kraj? Ta planeta? A może to tylko jakaś przypadkowa polana, która wydaje się dobra, bo akurat padam na twarz? Ciągle te wątpliwości. Zawsze towarzyszy mi lęk, że to, co znalazłam, to tylko przystanek, a nie cel. Wczoraj byłam przekonana, że ta góra, na którą patrzę, jest najpiękniejsza na świecie – wszystko w niej widziałam: sens, bezpieczeństwo, spełnienie. A dzisiaj? Dzisiaj to już tylko kupa kamieni. Gruz, który miał być cudem, ale nie jest. I znów myślę, że może gdzieś tam, w oddali, czeka wybawienie. Tylko gdzie? Gdzie jest to miejsce, które sprawi, że poczuję, że dotarłam tam, gdzie zawsze chciałam być? Że wreszcie dotarłam tam, gdzie mój dom.

Szpilki na lodowcu

Kim ja w ogóle jestem w tej wspinaczce? Czasami czuję się jak himalaistka z misją – zdeterminowana, pewna siebie. Czasami jak zagubiona niezbyt sprytna turystka, co przyszła w szpilkach na lodowiec. Jak mam się zachowywać? Jestem Matką Polką marzącą o ciepłym schronisku, czy femme fatale, która zdobywa szczyty bez litości, a może trzpiotką, która zatrzymuje się co chwilę, bo szron na drzewach taki piękny?

Jednorożcem czy pastą do butów?

Na innych to też nie działa za dobrze. Wieczorem idą z tą, która zna każdy szlak, a rano budzą się obok… pasty do butów. Albo jednorożca, który nie ma pojęcia, co tu robi. Nigdy nie wiedzą, kim będę następnego dnia – i szczerze, ja to wiem najmniej.

Idę dalej, nie potrafię inaczej

Patrząc na tę górę, myślę, że moja wspinaczka jest skomplikowana jak Everest bez sprzętu. Ale idę dalej. Bo nie potrafię inaczej. Może kiedyś znajdę ten szczyt, na którym będę chciała zostać. Albo – i to moja cicha nadzieja – spotkam kogoś, kto wspina się tak samo chaotycznie jak ja. I razem może uda nam się dotrzeć tam, gdzie dotrzeć zawsze było warto.

Para całuje się przy stole na tle zachodzącego słońca

Romantyczne Perypetie

W świecie osoby z borderline relacje to dramatyczny spektakl, który nigdy się nie kończy. Kurtyna nie opada, nie ma oklasków, nie ma przerwy na oddech. Aktorzy grają bez chwili wytchnienia, a emocje na scenie zmieniają się szybciej niż obsada teatru na Bemowie (a tam się często zmienia, bo to przecież sami amatorzy). Zatem:

Akt 1 – idealizacja

Partner wchodzi na scenę w roli bohatera. Jest doskonały, niezastąpiony, boski. Wszystkie reflektory i cała uwaga jest na nim i tylko na nim. Te początkowe sceny są jak z bajki disneya.

Akt 2 – dewaluacja

Wracamy z przerwy i kompletnie znienacka okazuje się, że nasz główny bohater, ten ósmy cud świata, to ktoś zupełnie inny. Tak naprawdę to zło wcielone, straszny czarny charakter. To właśnie ta postać sprawia ból, niszczy życie, ba, cały świat staje w ogniu właśnie przez tę postać.

Grafika z żółtymi ostrzegawczymi napisami o humorze

Akt 3 – mindf#$%

Nie ma tak łatwo. Oto w akcie trzecim, zupełnie jak w brazylijskiej telenoweli, następuje zwrot akcji. Dowiadujemy się, że ha! to jednak nie był Juan Pedro, tylko Juanita Pedrina, która przez moment wyglądała jak Juan, ale tylko go udawała! Dlaczego? Bo Juanita jest też siostrzenicą szwagra dziadka babci sąsiada, a jej prawdziwa misja to… cóż, tego nie wie nikt. Niezbyt spostrzegawczy ci widzowie nie zauważyli, że Juanita jest niższa o 30 centymetrów oraz młodsza o 40 lat i nosi ubrania babci. Juan Pedro wraca na swój tron. Juanita ucieka w deszczu, sycząc przebiegle: „Jeszcze tu wrócę!” My znowu widzimy idyllę idealizacji. Juan, ten bohater, który nigdy nie zdradzi i który na pewno nie ma nic wspólnego z dziwnymi listami znalezionymi pod kanapą.

Słoń z balonami w kształcie serca i wóz kwiatowy

Wszystko jest cudownie, kolorowo, wszędzie baloniki, róż i brokat.

Czy na pewno? W tej sztuce aż kipi od dramatycznych zwrotów akcji. Kto wchodzi na scenę? Czy to… syn ogrodnika, który przypadkiem jest też dalekim kuzynem Juanity, sąsiada, i ma zdjęcia, które „zmieniają wszystko”?! Kurtyna opada, a my znowu nie wiemy nic. Co jest prawdą, co zwrotem akcji, co niedoróbką scenarzysty? To niestety często prawdziwe życie osób z borderline, gdzie nigdy nie wiadomo, kto jest kim i komu można zaufać na dłużej niż jeden akt.

Disclaimer: Humor Alert!

Uwaga, w tym tekście może pojawić się odrobina humoru – ostrzegam na wypadek, gdybyście nie byli na to gotowi. To nie oznacza, że traktuję temat lekko czy wyśmiewam się. Bo jestem ostatnią osobą, która by coś takiego zrobiła. Wręcz przeciwnie. Porównanie do telenoweli nie jest przypadkowe. Takie właśnie szarpiące wnętrzności zwroty akcji są często prawdziwym czyimś życiem. Na pewno takie są dramatyczne relacje osoby z BPD. Co gorsze, Juan ciągle podejrzewany o niecne zamiary w końcu faktycznie robi coś słabego, ale to już inna opowieść na inny dzień (to będzie o samospełniającym się proroctwie).
Mam nadzieję, że nie odbierzecie tego jako brak szacunku. Wiem, że to, o czym piszę, dla wielu osób jest rzeczywistością, czasami bolesną, czasami wyniszczającą. Humor jest tutaj bardziej próbą oddechu w tym całym chaosie niż bagatelizowaniem czegokolwiek. Czasem, żeby przetrwać, warto znaleźć moment, w którym można spojrzeć na to wszystko z odrobiną dystansu i, choćby na chwilę, uśmiechnąć się przez łzy.
Zależy mi też, żeby pamiętać o osobach, które są częścią tych trudnych relacji z zewnątrz. Przyglądają się, wspierają, walczą, często wbrew własnemu wyczerpaniu. Ich emocje, ich wysiłek, ich cierpienie też zasługują na uprawomocnienie. Trudne relacje to gra zespołowa, nawet jeśli czasem wydaje się, że każdy gra w zupełnie inną grę. Jeśli mamy zrozumieć cierpienie jednej strony, musimy też docenić wysiłek tej drugiej.
Więc tak – humor bywa częścią moich tekstów, ale zawsze ma cel. Chodzi o to, by dodać trochę lekkości do naprawdę ciężkich tematów i pokazać, że można znaleźć miejsce na odrobinę ciepła i zrozumienia – bez względu na to, w jak trudnym miejscu się znajdujemy.

Czarno-Biały Świat

Takie podejście do relacji wynika z czarno-białego postrzegania świata, panicznego lęku przed odrzuceniem i ciągle zmieniającej się koncepcji siebie. W jednej chwili świat jest idealny, by w następnej zamienić się w piekło – bez niczego pomiędzy i bez żadnego ostrzeżenia. To jak życie w świecie, gdzie dobro i zło nigdy nie występują jednocześnie, a każda osoba musi być albo aniołem, albo demonem. Co gorsza, to właśnie ta najbliższa osoba zmienia się w tego demona zupełnie nagle i niezrozumiale. Wyobraź to sobie: patrzysz rano na najbliższą ci osobę i zamiast miłości czujesz paniczny strach i widzisz najgorszego wroga.

Lęk przed porzuceniem – wieczny kompan

W samym sercu tej wędrówki jest lęk. Pradawny, pierwotny lęk przed porzuceniem – jak cień, który wydłuża się wraz z zachodzącym słońcem. Nie taki zwykły strach, ale egzystencjalny horror – jak ciemność, która pochłania cię całkowicie. Ten lęk sprawia, że każda próba zbliżenia się do kogoś wydaje się krokiem w przepaść. Osoby z zaburzeniem osobowości borderline noszą ten lęk jak niewidzialną zbroję, która chroni i obciąża przy każdym kroku, wręcz dusi. Paradoks polega na tym, że właśnie ten lęk przed odrzuceniem często prowadzi do tego, że odpychają oni tych, na których im najbardziej zależy.

Tułaczka na szczyt

To życie to nie teatr z happy endem. Bez stabilnej tożsamości jesteśmy jak dryfujący statek bez kompasu, bez kapitana, bez mapy. I nie, to nie jest romantyczna podróż – to jest desperackie wiosłowanie w mroku, a czasami nawet bez wioseł, w nadziei, że przypadkiem trafimy na jakiś brzeg. Zdrowie psychiczne potrzebuje kotwicy. Potrzebujemy chwycić się czegoś, żeby odetchnąć i powiedzieć: „Okej, uff, to jestem ja”.
Bez tej kotwicy zaczynamy się gubić. Ale mimo wszystko płyniemy, mimo wszystko walczymy. Bo nadzieja, że znajdziemy swoje „ja” – stabilne, trwałe – wciąż gdzieś tam jest, jak cichy szept wśród wzburzonych fal.l.

Zelig: mistrzowskie kopiuj wklej

Fascynujące jest to, jak osoby z borderline potrafią przyjmować cechy, zachowania, a nawet sposób mówienia ludzi ze swojego otoczenia. To jak kameleon, który dostosowuje swoją tożsamość do otoczenia. To nie adaptacja z wyboru – to desperacka próba znalezienia czegokolwiek, co przypomina stabilny grunt. Łapią się każdego lądu, byle postawić suchą stopę i choć chwilę poczuć się bezpiecznie. Niestety, kiedy wchodzimy na scenę i gramy każdą możliwą rolę, w pewnym momencie zapominamy, kim jesteśmy (szczególnie że i tak ledwo to wiedzieliśmy).

Kobieta z niebieskimi oczami trzyma kartkę z napisem

Niestabilny obraz siebie

Ten niestabilny obraz siebie w BPD charakteryzuje się również wyraźną niezdolnością do utrzymania spójnych preferencji, wartości i celów w czasie. Badania wykazały, że osoby z BPD wykazują znacznie niższe ukryte preferencje dla stabilności w porównaniu z osobami bez BPD, co sugeruje, że zaburzenia tożsamości wykraczają poza świadomą autoreprezentację do ukrytych koncepcji siebie (Hopwood i in. 2009).

Groźna cisza nieobecności

Chroniczne odrzucenie wyrywa ci fundament, wyżyna skrzydła przy samej kości. Zaczynasz dryfować. Mała istota pośrodku wielkiego oceanu niepewności. Kiedy nie możesz przejrzeć się w oczach swoich rodziców, zaczynasz szukać swojego odbicia gdziekolwiek i za wszelką cenę. Wujek, nauczyciel, przypadkowi koledzy, przypadkowi ludzie. Tak bardzo potrzebujesz się na kimś oprzeć, tak bardzo pragniesz bliskości. Tak bardzo się boisz kolejnej utraty, kolejnego odrzucenia, kolejnego wyrzucenia za burtę w środku nocy. Choć bardzo się starasz, nie unikniesz kolejnych odrzuceń. Twoim życiem będzie to mroczne tango z nienasyconym pragnieniem bliskości i niezmierzonym lękiem przed kolejną utratą.

Szkoła życia podczas burzy

Marsha Linehan mówi że terapia z osobą z BPD przypomina uczenie kogoś budowania namiotu podczas burzy piaskowej. Dodałabym że bez instrukcji i z wątpliwościami typu:

  • dlaczego mój namiot jest granatowy skoro chciałam czerwony,
  • dlaczego mam to robić sama,
  • a w ogóle po co mi ten cholerny namiot?

Mimo tych trudności, a może właśnie dlatego, czasami z tego chaosu rodzą się rzeczy najpiękniejsze. Wrażliwość, kreatywność, delikatność, wielkie wyczucie emocji i przeżyć drugiego człowieka. Nikt inny nie potrafi z takim entuzjazmem rzucić się do pomocy innym. Działania charytatywne, spektakularne akcje społeczne, poświęcenia małe i duże to często domena tych osób.

Kurt Vonnegut napisał kiedyś: „Wszystko jest niczym, z wyjątkiem tego, co robisz z miłości.”

A osoby z BPD, mimo wszystkich swoich demonów, często kochają głębiej i bardziej autentycznie niż ktokolwiek inny. Kto wie, jak należy żyć w tym całym bałaganie, niech rzuca kamieniami, a ja posłużę się innym cytatem: Rzuciłabym kamieniem, ale rzuca ten, kto rzucać ma czym…

Samoświadomość

Rozwijanie samoświadomości, znowu słowo typu narkolepsja, od razu zaczynam ziewać. Uwierzcie mi jednak że poznawanie samej siebie jest fascynującą podróżą. Największe zwycięstwa i sukcesy to te kiedy wygrałam sama ze sobą. Jako terapeutka DBT mam obowiązek stosować te metody w swoim życiu ale tak naprawdę to każdy człowiek ma takie zadanie, rozwijać swoją osobowość (cóż Jung dla mnie wiecznie żywy). Dla osób z BPD to nie jest jakiś luksusowy dodatek, one nie mają wyboru. Muszą coś zbudować kiedy na wejściu składają się z baniek mydlanych, konfetti i kilku dziecięcych marzeń.

Jaka terapia na tożsamość?

Faktycznie, badania pokazują, że terapie kombinowane (indywidualna i grupowa) mają największe sukcesy w leczeniu borderline (Antonsen i in. 2017). Mimo że nie mamy interwencji celowanych wyłącznie na budowanie tożsamości, to badania pokazują, że staje się ona stabilniejsza.

Może trudno uwierzyć, że uważność może sprawić, że staję się w końcu sobą, ale uważność to o wiele, wiele więcej niż tylko siedzenie w miejscu i oddychanie. To dzięki mindfulness zaczynam widzieć, co robię tu i teraz i dlaczego to robię. Ba! Nawet mogę te emocje wyregulować i zmienić trajektorię wydarzeń, jeśli taką będę miała fantazję.

Klasycznie osoba z BPD mówi coś w tym stylu:

Wszystko było ok, ale nagle się odpaliłam i wszystko zepsułam. Nie wiem dlaczego, tak po prostu mam, jestem wadliwym egzemplarzem. Czasami słyszymy jeszcze bzdury typu: jestem uzależniona od negatywnych emocji. I to jest straszne, bo kiedy ktoś nie ma samoświadomości, to naprawdę tak odczuwa, że sam dla siebie jest nieprzewidywalny, kompletnie szalony. To właśnie uważność pozwala zauważyć, co dzieje się w tobie, zanim emocje cię porwą.

Kultywowanie wartości

No dobra, brzmi fancy albo pretensjonalnie, a chodzi o to, żebyś w ogóle wiedziała, po co rano wstajesz. I to nie musi być jakieś wielkie „dlaczego” typu przejmuję panowanie nad światem. Może być drobne, jak zrobienie herbaty czy rozmowa z kimś, kto cię nie dobija. Klucz? Równowaga między „robię, co chcę, kto mi zabroni” a „proszę, niech ktoś będzie moim agresywnym sierżantem, nawet moje stare płyty CD domowe mają lepszy plan dnia”.

Kobieta w czerwonej sukni siedzi na skale nad chmurami

DBT eklektyczne uzdrowienie

Co tam jeszcze może się przydać, widzicie to banalnie proste. Terapia DBT dosłownie zgarnęła z rynku wszystko co działa i zapakowała w piękny zestaw DBT, dodała jeszczwe wsatążeczki i brylanciki (czyli metafory i akronimy) jeśli zrobicie sobie trening na pewno wygracie (a możecie go pobrać stąd).

co tam sobie znajdziecie?

  • Regulacja emocji: naprawdę zachodzę w głowę, kto to wymyślił, że cokolwiek w życiu jest ważniejsze od nauki własnych emocji, które dosłownie sterują moim zachowaniem, więc moim życiem. A zresztą nie bądźmy jacyś małostkowi, rządzą światem.
  • Relacje interpersonalne: nie te, co błyszczą na Insta, i nie te, co wysysają z nas ostatnią krew jak kuzynostwo na Wigilii. No właśnie, jak poznać, które to które? A potem jak ich nie schrzanić?
  • Stresy i kryzysy: czasami życie wali w twarz z całej siły albo rzuca w ciebie wiadrem pełnym… Wiesz, o czym mówię. Wentylator się kręci i wszystko pokrywa się tym chaosem. My wciąż musimy to ogarnąć.
  • Uważność: to jest wiadomo początek i koniec, i środek, i góra, i dół, i pasta do butów Chucka Norrisa. Bo jak wiadomo, Chuck Norris nie potrzebuje medytacji, by uspokoić umysł – jego spokój jest tak potężny, że to wszechświat medytuje, aby za nim nadążyć.
  • Samoświadomość, integracja ze sobą i akceptacja: to te chwile, kiedy możesz spojrzeć w lustro i powiedzieć: naprawdę jesteś spoko, nawet jak czasami się wahasz. Poza tym wiem, czego chcę, dlaczego i jak to osiągnąć.
Ostatni szlif: techniki narracyjne

Powiem szczerze, nie mam wielu dowodów naukowych, że to faktycznie mega działa, ale jak już sobie ogarniecie podstawy, myślę, że warto spróbować. Napiszę o tym oddzielny artykuł. To taka próba zrozumienia siebie na nowo. Można posklejać siebie i to nawet w coś ładnego, coś można dolepić, a resztę wyobrazić i będzie OK. Tak jak naprawa zbitego porcelanowego wazonu – wymaga cierpliwości i akceptacji, bo nie będzie jak nowy, ale pęknięcia też mają swój urok.

One way ticket

Jeśli myślisz, że to prosta droga, jakiś asfalt czy spacerek w zacienionym parku, no niestety. To bardziej jak ciągłe wspinanie się po ruchomych schodach pod prąd i to z ludźmi, którzy cię strofują, że przeszkadzasz. Czasami to błądzenie w środku nocy, samotnie po labiryncie Fauna, przerażające i beznadziejne. W dodatku własne JA jest największą przeszkodą i największym mądralińskim, bo zawsze o kilka kroków przed tobą ze swoimi racjonalizacjami i innymi mechanizmami obronnymi. To nie jest proste. Wiem, bo sama próbuję zebrać różne kawałki siebie. Ale to możliwe. To, co pomaga, to mieć ludzi, którzy cię nie ocenią, terapię, która daje przestrzeń na błędy, i cierpliwość – dla siebie, przede wszystkim. Pamiętaj, że to twoja droga. Nie musi być idealna – ma być twoja.

  1. Poliamoria polega na tym, że jest dynamiczna, otwarta na zmiany, bez takiego jasnego „kto tu rządzi”. To trochę jak płynna tożsamość – wiecznie zmieniająca się, dostosowująca do sytuacji, bez jednego stałego punktu zaczepienia. Wieloraka to już inna bajka. Tam wszystko ma swoją rolę, jest bardziej poukładane. Jak poligamia – niby różnorodność, ale wiadomo, kto jest na szczycie piramidy.
    Więc jak się nad tym zastanowić, to poliamoria lepiej pokazuje, o co chodzi w płynnej tożsamości. Bo płynna to nie jest jakieś “mam dzisiaj jedną tożsamość, a jutro inną” – to raczej coś w stylu „zobaczymy, co wyjdzie w praniu”. Więc może nie idealnie, ale bliżej. ↩︎

Czy ten artykuł był ?Będziemy naprawdę bardzo wdzięczni, jeśli polubisz nasze konta społecznościowe.

źródła:

Schachter, E. (2005). Erikson Meets the Postmodern: Can Classic Identity Theory Rise to the Challenge?. Identity, 5, 137 – 160. https://doi.org/10.1207/s1532706xid0502_4.
Z. Bauman, Ponowoczesność jako źródło cierpień, Wyd. Sic! Warszawa 2000, s.142
Hopwood, C., Newman, D., Donnellan, M., Markowitz, J., Grilo, C., Sanislow, C., Ansell, E., McGlashan, T., Skodol, A., Shea, M., Gunderson, J., Zanarini, M., & Morey, L. (2009). The stability of personality traits in individuals with borderline personality disorder.. Journal of abnormal psychology, 118 4, 806-15 . https://doi.org/10.1037/a0016954.
Antonsen, B., Kvarstein, E., Urnes, Ø., Hummelen, B., Karterud, S., & Wilberg, T. (2017). Favourable outcome of long-term combined psychotherapy for patients with borderline personality disorder: Six-year follow-up of a randomized study. Psychotherapy Research, 27, 51 – 63. https://doi.org/10.1080/10503307.2015.1072283.
Skodol, A. E., MD, & MS, J. M. O. M. (2021). The American Psychiatric Association Publishing Textbook of Personality Disorders, third edition. American Psychiatric Pub.
Bogaerts, A., Luyckx, K., Bastiaens, T., Kaufman, E., & Claes, L. (2020). Identity Impairment as a Central Dimension in Personality Pathology. Journal of Psychopathology and Behavioral Assessment, 1-10. https://doi.org/10.1007/s10862-020-09804-9.
Juszczyk-Rygałło, J. (2016). Płynna tożsamość czy tożsamości wielorakie młodzieży?. Studia Paedagogica Ignatiana19(4), 119–137. https://doi.org/10.12775/SPI.2016.4.007
Kaufman, E., Cundiff, J., & Crowell, S. (2015). The Development, Factor Structure, and Validation of the Self-concept and Identity Measure (SCIM): A Self-Report Assessment of Clinical Identity Disturbance. Journal of Psychopathology and Behavioral Assessment, 37, 122-133. https://doi.org/10.1007/S10862-014-9441-2.
Trzebińska, E., Dowgiert, A. (2005). Polipsychizm: pożytki i koszty związane z wielowymiarowością tożsamości. Przegląd Psychologiczny, 48 (1), 75-94.
Zhu, Yuchun. (2023). Literature Review: Dissociative Identity Disorder (DID). Journal of Education, Humanities and Social Sciences. 22. 195-201. 10.54097/ehss.v22i.12419.
Rolling, J. (2004). Messing Around with Identity Constructs: Pursuing a Poststructural and Poetic Aesthetic. Qualitative Inquiry, 10, 548 – 557. https://doi.org/10.1177/1077800403261855.
Bauman, Z. (2005). Liquid life. Polity Press.
Gergen, K. J. (1991). The saturated self: Dilemmas of identity in contemporary life. Basic Books.
Gergen, K. J. (2000). The self as social construction. Psychological Studies, 45(1-2), 2-9.
Greenfield, P. (2016). Social change, cultural evolution, and human development.. Current opinion in psychology, 8, 84-92 . https://doi.org/10.1016/j.copsyc.2015.10.012.
Kirschner, P., & Stoyanov, S. (2018). Educating Youth for Nonexistent/Not Yet Existing Professions. Educational Policy, 34, 477 – 517. https://doi.org/10.1177/0895904818802086.
Rudel, T. K., & Hooper, L. (2005). Is the Pace of Social Change Accelerating? International Journal of Comparative Sociology, 46(4), 275–296. https://doi.org/10.1177/0020715205059204

Vivian Fiszer
Vivian Fiszer

psycholog i terapeutka DBT, prekursorka Terapii Dialektyczno-Behawioralnej w Polsce. Założycielka i pierwsza Prezeska Polskiego Towarzystwa Terapii Dialektyczno-Behawioralnej (PTDBT). Specjalizuje się w psychoterapii III fali (DBT, ACT, CFT) oraz pełni funkcję wiceprezeski Fundacji BPD. Wykładowczyni DBT na studiach podyplomowych Uniwersytetu SWPS. Autorka portalu EmocjePro, ekspertka w zakresie zaburzeń osobowości, impulsywności i regulacji emocji.

Artykuły: 304